kofi-lajk

thierry-mugler-pure-coffeeThierry Mugler to firma w pewien sposób podobna w swojej strategii rynkowej do innego znanego brandu – Jean Paul Gaultier, przynajmniej w kwestii męskich perfum. Otóż wypuściła ona niegdyś, genialnego A*Mena, a później w zasadzie jedyne jej działania na tym polu, to odcinanie kuponów od jegoż sukcesu w postaci produkcji kolejnych flankerów, stanowiących różnorakie wariacje na temat. A wszystko pod sprytnym płaszczykiem okreslenia „Limited Edition”. I tak mieliśmy Limited Edition A*Men Pure Malt, równie limited Pure Havana, totalnie Pure Coffe i parę innych zlimitowanych „shotów”. Cała ta otoczka Limited służyła jedynie marketingowemu windowaniu ceny poprzez sztuczne ograniczanie dostępności (jakoby względy specjalnych technologii produkcyjnych), a od pewnego czasu nie ma problemu z nabyciem nawet tych limitówek.

Pure Coffe, którego testy właśnie zakończyłem, to jak sama nazwa wskazuje wariant kawowy. Tyle tylko, że kawy tu jak na lekarstwo. W zasadzie wyłącznie trwające kilka(naście) minut otwarcie pachnie aromatem zbliżonym do czarnej kawy (z mlekiem lub nawet cappucino), coś w klimatach Rochas Men, choć oczywiście trochę inaczej. Kawa, a raczej „kawa” prezentowana nam przez Muglera ma niewiele wspólnego z rzeczywistym zapachem tego ciekawego składnika. Stąd i tytuł „kofi-lajk”, bo jest to „tak jakby” właśnie, jedynie przypomnienie czy wyobrażenie na temat. Woń szybko zaczyna mocno dryfować w kierunku aromatu znanego z protoplasty, jednakże w znacznie uproszczony słodko-karmelowy sposób. Nie ma tu charakterystycznej dla A*Mena „walki” pomiędzy paczulą a słodyczą, nie ma całej – co by nie powiedzieć – finezji i pięknej gry pozostałych składników. Jest za to słodki, przyjemny, cukierkowy zapach, utrzymany w ciemnej tonacji, który nosi się bardzo komfortowo i fajnie ale nic poza tym.

Nie mam zastrzeżeń do parametrów użytkowych pachnidła. Praktycznie cały dzień Pure Coffe były na mnie obecne i towarzyszyły mi przy każdym ruchu ciała przypominając o swojej obecności. Również emisja woni jest jak najbardziej zadowalająca – pachnie i wątpliwości co do tego nie ma.
Spośród dotychczas przetestowanych członków rodziny – Pure Coffe stawiam naturalnie dużo poniżej A*Mena, ale wyżej niż Pure Malt. W porównaniu z tym pierwszym – wypada blado, ale abstrahując, sądzę że to w gruncie rzeczy zapach ładny i więcej niż przyzwoity.
Dla kogoś, kto nie zna podstawowej wersji lub też jest ona dla niego zbyt trudna w odbiorze, może to być dobry kierunek poszukiwań, ale generalnie polecałbym jednak sięgnąć po „oryginał” i spróbować się z nim polubić, bo zdecydowanie warto.

Kompozycja: 4(-)
Moc: 4
Trwałość: 5(-)
Flakon: 4
SOB: 3(+)

nuty:
kawa, paczula, wetiwer, piżmo, cedr

macie tu reckę Kerosenetrewthe, którego lubię, często się nie zgadzam, a który to pan niedawno zaczął wypuszczać zapachy sygnowane swoim nazwiskiem.

Reklamy

2 comments

  1. Jeśli chodzi o strategię rynkową to biją na głowę JPG i innych, a widać to przede wszystkim na damskich zapachach gdzie powstaje po 40 wariacji zaczynających się od Angel, Alien itd.
    Mnie się to akurat nie podoba – chodzenie po najniższej linii oporu oprócz ograniczenia ujawnia także myślenie tylko o $$$

    1. No i git, tylko że ja wyraźnie zaznaczyłem że mowa o męskich kompozycjach 😉 Tu flankery i tu, tu jedna premiera po x latach u JPG, tu nawet tego de facto brak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s