mistrz na deskach

davidoff-champion-fragrance-altor-mateo-by-will-davidsonWiecie jak to jest – spodziewacie się totalnej masakry, rozwałki i w ogóle obijania genitaliów, dochodzi do zwarcia i… WTF!?? – jak mawia poeta. Właśnie takie sympatyczne doświadczenie spotkało mnie przy okazji testu, nie tak znowu dawnej (2010, choć zdążyli już wypuścić kilka flankerów) premiery Davidoffa, a mianowicie jego Championa.

Kompozycja prosta jak zawody w rzucie taboretem, posiada dwie fazy – aromatyczno-cytrusową, z uwypukloną cytryną z dodatkiem zielonawej poświaty (cokolwiek to znaczy – pewnie przebija galbanum), w którym to otwarciu jest świeżo i dosyć elegancko oraz drugą i ostatnią zarazem, któraż to pojawia się wkrótce i trwa niezmieniona praktycznie do końca – szałwiowo-ambrową (lub piżmową – ok powiedzmy, że to „mech”), niby ładną ale tak syntetyczną, że aż niemiło. I tyle w kwestii bukietu zapachowego – ani zbyt słodki, ani ciekawy, raczej jasny – pomiędzy świeżakiem a nieco cięższym klimatem, takie coś dla wszystkich i do wszystkiego podobne. Idealna współczesna przeciętność, nie ma w czym dłużej nosa zanurzyć.

Zupełnie nieźle prezentują się kwestie użyteczne, bo zarówno trwałość aromatu na poziomie 7-8 godzin jest zadowalająca jak i z projekcją żadnych problemów nie ma. Flakon? Tandeta, ale to również wpisuje się w pewien rodzaj obecnego mainstreamowego „kanonu piękna”.

To co przemawia na plus Davidoffa, to fakt że jakkolwiek są to perfumy do bólu wtórne, nudne i sztuczne, to nie użyłbym równocześnie epitetu „nijakie”, bo choć kompozycja nie porywa, to motyw szałwii muszkatołowej (+ „mech”) jest na tyle charakterystyczny, że Champion prawdopodobnie pozostał by dla mnie rozpoznawalny pośród 10 innych, „nowoczesnych” stojących na półce pachnideł. A to się mimo wszystko liczy. Druga rzecz – jest męski i to także należy już chyba zacząć postrzegać w kategorii pozytywów, zarówno sama woń jak i cały medialny anturaż jednoznacznie predestynują go facetowi. No i w ostateczności mistrzu nie okazał się tak zły, jak pierwotnie o nim myślałem – zanim padł na deski kilka rund przetrwał .

Ogólnie jest raczej słabo i nie warto sobie zawracać głowy, chyba że akurat tych jasnych stron, które wymieniłem szukacie.

Kompozycja: 3(-)
Moc: 4(-)
Trwałość: 4
Flakon: 2
SOB: 2(+)

nuty
umysł: bergamotka, cytryna,
serce: galbanum, szałwia muszkatołowa,
baza: cedr, dębowy mech.

Spot? Wskazuje świeżo-koksowe zastosowanie perfum. Pan, zamiast się umyć sięga po niego – mistrza. No i dobra, niech już będzie, ot taka estetyka. Pan z wydepilowaną klatą (od tego nie uciekniemy), za to typ nieanorektyczny i widać, że facet. Całośc dobrze koresponduje z samą kompozycja, choć cóż to za korespondencja…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s