Entebaa z czarnej porzeczki

entebaaPrzedstawiam wam dziś perfumy pochodzące z bogatej oferty marki Rasasi, która jakiś czas temu pojawiła się na naszym rodzimym rynku i bez przesady powiedzieć można, że nieźle na nim „zamieszała”. Artykuł na temat tego zapewne opublikuję wkrótce, gdyż jest to na tyle ciekawe zjawisko, że warto mu poświecić więcej uwagi, a dziś przyjrzyjmy się nieco bliżej Entebaa pour homme.

Kompozycje Rasasi, to w większości przypadków (o uzupełniającej „drugiej linii” przeczytacie we wspomnianym artykule) tzw. ciężkie orienty, wonie bezkompromisowe pod względem bogactwa użytych składników, mocy oraz charakterystycznego dla wschodu przepychu – wystarczy spojrzeć na spis nut. Nie inaczej jest z Entebaa, oczywiście są to perfumy orientalne ale wydaje mi się, że pod względem samej kompozycji dość mocno nawiązują do standardów zapachowych znanych z naszej kultury olfaktorycznej. Motywem przewodnim jest tu Ribes rubrum, czyli po naszemu czarna porzeczka – jeśli w tym momencie zapaliła wam się zielona, czerwona (czy jakie tam kolory rozróżniacie) lampka, to nic z tego – Entebaa nie jest podobna do Aventusa – jest inna i znacznie ciekawsza, no i lepsza 😉 Wspomniany owoc obecny jest od początku do samego końca z różnym nasileniem, a pozostałe akordy tworzą zmieniające się tło.
Najpierw dostajemy więc soczyste i dojrzałe kuleczki umaczane tylko delikatnie w lawendzie, następnie porzeczkę przymruszałą przez gwajak, wetywerię i galbanum, by zakończyć czarniutką i ponownie soczystą (ten wybuch i powrót do otwarcia pod względem intensywności był intrygującym zaskoczeniem), tym razem z domieszką pralinek i słodyczy. Całość jest bardzo radosna, świetlista i pogodna w odbiorze, a moje pierwotne wrażenie, które mnie nie opuszczało podczas noszenia Entebaa, najlepiej oddaje słowo „upojny”. I nie chodzi tu tylko o doznanie oszołomienia, które wywołuje ale także o pewien rodzaj odczucia, jakby wąchania delikatnie sfermentowanego soku owocowego.

Świeżości tu tyle ile może dać taki specyficznie sprawiony owoc, wczesną wiosną lub późnym latem sympatycznie doda wigoru, ale w trakcie upału raczej przytłoczy. Jest coś takiego w samym aromacie, co sprawia że mocno zapada on w pamięć, wkręca się gdzieś w głowę i w niej uparcie pozostaje. W pewnym momencie zdałem sobie nawet sprawę, że to co czuję, to nie to czym akurat dziś pachnę (nosiłem bodajże Dupont Intense), ale wczorajsze pozostałości Entebaa na bluzie, snujące się leniwie i dolatujące do nosa z każdym silniejszym powiewem wiatru… Na flakonie znajduje się zdanie „first impression lasts forever” – ciekawe, twórca trafił z tym bardzo blisko wydaje mnie się.porzeczka

Doskonale jest pod względem techniki i mechaniki, czyli nie mniej ważkich kwestii. Rasasi w koncentracji eau de parfum utrzymują się na ciele od rana do nocy, a ich projekcja mimo że nie natarczywa, to wyraźna i nie pozostawiająca niczego do życzenia. Sama woń jest naturalna i także pod względem jakości bez zarzutu. Nie da się ukryć, że perfumy mają jednoznacznie uniseksowy charakter, mimo nominacji „dla niego”, przechył w stronę słodkich, kobiecych wręcz kwiatowych kompozycji jest na tyle duży, że za takie właśnie należy uznać Entebaa. Czy to wada czy wprost przeciwnie pozostawiam do oceny każdemu, mi akurat nie przeszkadzało mocno, bo kompozycja broni się sama.

W swojej Entebaa Rasasi’emu udało się wykreować, udane intensywnie owocowe perfumy dla fanów czarnej porzeczki i nie tylko. Do plusów zalicza się także atrakcyjna cena i ładny, klasyczny, męski flakon (nieco podobny do narcysia ph).
Polecam.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(+)
Trwałość: 5
Flakon: 4
SOB: 4(-)

Nuty:
umysł: cytryna, lawenda
serce: paczula, wetyweria, drzewo gwajakowe, galbanum, czarna porzeczka
baza: wanilia, bób tonka, praliny, drzewo sandałowe, piżmo

PS. Nawet niech wam przez myśl nie przejdzie pytać, co też autor miał na myśli, czyliż co znaczy słowo „Entebaa” – pojecia, zaprawdę nie mam. A kto ma niech się podzieli – nagroda różowego balonika czeka 🙂

Reklamy

6 comments

      1. Ale to dopiero w przyszłym roku, gdy mi się odwyk skończy 😉 W kolejce do zakupu pełnowymiarowych flaszek prowadzą Opium i 24 Gold (no i może Oriental Dream Schlessera, ale ten w ciemno zupełnie, gdyż nuty i opinie ma świetne). Z Rasasi posiadam flaszkę Tasmeem, całkiem zacny zapach (no i poza tym 4 odlewki różnych „oudów”). Pozdrawiam 🙂

          1. Nie ściemniam, od kwietnia na odwyku siedzę, mowy nie ma nawet o kupnie próbki za 3 PLN 😉 Egry miałem próbkę z yasmeen, pamiętam, że lekko „zielono-leśne” były, Al Wisam nie znam, ani dziennej, ani nocnej wersji 😉 Sporo fajnych zapachów (po całkiem przystępnych cenach trza przyznać) oferuje ta firma, ja znam niestety nie więcej, niż 10. Pozdrawiam!

            A! Tagreed są piękne, o ile ktoś nie boi się róży i agaru oczywiście (bardzo podobne do damskich Oriental Edition II A. Schlessera, których to odlewkę używam z ogromną przyjemnością i które to, obok 24 Gold i Coromandel, są moim największym odkryciem tego roku). Dobra, kończę te fasynujące opowieści dziwnej treści, dobranoc 🙂

            1. Byłem na takim odwyku w zeszłym roku – od lutego do końca roku nie kupiłem nic i problemu nie było, ostatnio też niewiel kupuję – próbki podesłał pirath w olbrzymiej ilości, a flakon kupuję tylko jeśli autentyczni emnei ruszy. A że dawno nic nei ruszyło, to ostatnio rzadko kupuję 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s