Pour Un homme de Caron

Pour-Un-Homme-AdvertSporo o nim słyszałem, czytałem opinie, przewijał się w różnych tekstach – w pewien sposób więc, wykształcił mi się w głowie jego obraz. Jak często bywa w przypadku perfum wizja dość znacznie odbiega od rzeczywistości. Wydaje wam się, że wiecie jak pachnie lawenda, wanilia a jednak to co uzyskał kreator brzmi inaczej od tego, czego się spodziewacie. Panowie i panewki – Pour Un homme de Caron.

To miał być koncept lawendowy dopełniony tylko wanilią. I w gruncie rzeczy taki jest, aczkolwiek ujęcie owej lawendy jest nieco inne od moich oczekiwań. Jest to bowiem – poza otwarciem, w którym owa roślinka ma średnio przyjemny, nieco “chaszczowaty” charakter, aromat całkowicie transparentny. Woda pachnie i nie pachnie zarazem, zlewa się ze skórą tworząc niewidzialną spójnię jakowąś, której często nie wyczuwam, by za jakiś czas ponownie odkryć, iż mnie nieśmiało muska – dziwne to wrażenie, choć wcześniej mi znane. Pomijając pierwsze akordy, krzewinka ma bardzo subtelny charakter, delikatnie słodkawa, pokusiłbym się nawet o tezę, że uniseksualna w swojej projekcji – jest lekko wilgotna, jakby zroszona a przez to bardzo aromatyczna. Zupełnie inna niż ta Rasasiego czy Occitane’a (pour homme, którego wciąż nie opisałem tak a propos), a jednak podobna, bo odrobinę więcej zadziorności w Caron się kryje, z drugiej strony to wciąż zapach spokojny i otulający – zielony, jak niezbyt ładny flakon, jasny i powietrznie przestrzenny. Czy coś poza tym? Muśnięcie piżma w bazie? Może, może…

Intrygujące, że pachnidło powstało w… 1934r! I mimo upływu eonów, bo te 80 lat to w świecie perfum właśnie taki okres, to wciąż jest to kompozycyjnie bardzo uniwersalny aromat, którego ze swobodą i na różne okazję można używać każdego dnia. Mimo lat – daje radę lepiej, niż niejedna znacznie młodsza produkcja.

Podoba mi się i trochę nie podoba. Dobre to perfumy ale chyba nie dla mnie. Lubię lawendę ale bardziej chyba w innym ujęciu. Sam nie wiem, mam mieszane odczucia, ocenić w stanie nie jestem. Wróce do niego za… kiedyś 🙂

Kompozycja: 3(+)
Moc: 3(-)
Trwałość: 3(+)
Flakon: 2(+)
SOB: ? kiedyś…

Nuty:
umysł: lawenda,
serce: wanilia,
baza: piżmo.

PS. Zdjęcie w mojej opinii nieszczególnie pasuje do konceptu aromatu, bo to co prawda naturalność ale już dzikość i emocje niekoniecznie, niemniej jest świetne!

Reklamy

2 comments

  1. Nic o wanilii ? W PUH są ich tony, praktycznie po godzinie od aplikacji przez kolejne 10h to opowieść waniliowa 🙂 Piękna na dodatek 😉

    1. dużo, ale dla mojego nosa ona jest nienachalna, lawenda jest słodka i przyjemna po prostu. bardziej odbieram puh jako lawendowca fougere niż waniliowca 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s