czerwony szef

hbred

Disco Polo –> amerykańskie kino akcji klasy B –> czarne Audii rocznik 96 –> Hugo Boss. W takim szeregu można postawić tę niemiecką markę i nie będzie to błędne czy krzywdzące położenie. W światku perfumeryjnym Boss zasłużył sobie bowiem na niechlubne miejsce oscylujące w okolicach tandety i mierności, choć chyba bardziej trafione jest określenie tej firmy mianem “skrajnej przeciętności i poprawności politycznej” (mogłaby to być oficjalnie obowiązująca marka perfum w UE). Żadnego zapachu, który wniósł by coś do kanonu perfumiarstwa, 99% to masowe nijakie powielane, odcinające kupony (od czego?) nic.

Trudno więc oczekiwać, że taka opinia nie spowoduje że kolejne perfumy tej marki, zeszłoroczny Hugo Red, wylądują w opisowym śmietniku jeszcze przed powstaniem ich recenzji. Ale spokojnie – każdy ma swoja szansę i taką dostał także omawiany właśnie Boss.
Kompozycyjnie mamy tu dokładnie to czego możemy się spodziewać, a co jest powieleniem schematu stale powtarzającego się w produktach HB, czyli dość świeżo, trochę słodko, nieco syntetycznie. Woń jest raczej liniowa i zmienia się w bardzo ograniczonym zakresie, po prostu mocniej czuć owocowe otwarcie (ciągnie grejpfrut), słabiej dalej owocowe serce (wyczuwalny rabarbar) i prawie wcale mdłą ambrową bazę. Jednak uczciwie należy powiedzieć, że to co dolatuje do nosa jest przyjemne i ładne. Myślę, że Hugo sprawdzi się i w cieplejsze dni i te chłodniejsze, choć optymalny czas dla niego to jak sądzę wiosna/jesień, gdy nie jest już gorąco ale jeszcze/już niezimno. W ogóle ze zdziwieniem zanotowałem, że jakkolwiek bukiet tej wody jest standardowo nudny i nijaki pod kątem samej tylko sztuki perfumiarskiej, to w aspekcie użytkowości spisuje się dobrze – nie męczy, jest komfortowy i po prostu fajny.
Nie mam zastrzeżeń do trwalości perfum, bo nawet po całym dniu wyczuwałem jeszcze wspomnianą mdławą ambrę (jednakże aby tego dokonać musiałem rysować nosem ósemki po skórze), niemniej szwankuje projekcja – początkowo umiarkowana, po ok. 2-3h aromat staje się bliskoskórny i trudnowyczuwalny. Tu mogłoby być lepiej, a nawet powinno.

Nie zamierzam się pastwić nad Red-em – tak, to perfumy skrajnie zachowawcze, bez polotu, wdzięku czy jakiegokolwiek artyzmu, tak są nudne i w sumie nijakie, a jednak uważam że nie są aż tak złe, jak się z tego obrazka maluje, bo wbrew temu wszystkiemu nosi się je po prostu dobrze, są uniwersalne i to duży plus. Nie polecę, bo można znaleźć wiele lepszych zapachów ale ich używanie grzechem nie jest.
Amen.

Kompozycja: 3
Moc: 3(-)
Trwałość: 4(+)
Flakon: 4
SOB: 3(+)

Nuty:
umysł: grejpfrut, różowy pieprz, galbanum, nuty metaliczne (?),
serce: rabarbar, ananas, drzewo cedrowe, jw
baza: bób tonka, ambra.

PS. Flakon jak większość bossowych – menażka (jeden z ich dwóch “urzędowych” typów, drugi to ta butla od “szarego”), nie zachwyca ale ma swój urok, no i w czerwieni mu do twarzy.

Reklamy

6 comments

  1. W zestawieniu na początku postu postawiłbym za Bossem POLSKIE kino akcji klasy B skoro znalazło się tam już amerykańskie.

        1. Bareję bardzo lubię 🙂 Rejs, Misia itd łykam bez popity 🙂
          Nie znoszę współczesnego dramatyczno-depresyjnego, martyrologicznego, pseudointelektualnego kina polskiego w klimatach Placu Zbawiciela czy Wszyscy jestesmy Chrystusami.

          1. Więc zwracam honor 🙂 „Plac Zbawiciela” zrył mi trochę berecik (ale ja z natury depresyjny raczej, więc oglądanie takich filmów podchodzi chyba pod masochizm) 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s