rosum totallum, czyli Tagreed al Nagham

i-rasasi-tagreed-al-nagham-woda-perfumowana-50-mlSporo ostatnio przewinęło sie różnego rodzaju różyczek w moich perfumowych eksploracjach, tak więc spójrzmy: minąłem nieco nudnawego choć ładnego Lyrica, przeleciałem obok trzeciego Ungaro, którego nie było mi dane porządnie opisać (mimo że jest dobry), w oku mignął Eau Fraiche od Versacego, był Tasmeem, którego ujęcie róży jak do tej pory wydaje mi się najciekawsze, dalej Montale ze swoją kawką różaną – Intense Cafe, kontynuując – różana wersja drzewa w Jaish, monolit naturalnie różany acz niezbyt zachwycający Rose Oud od Kiliana no i wreszcie (pomijając to o czym zapomniałem) dotarłem do kolejnego ujęcia róży (w wersji totalnej) opisywanego właśnie Tagreed al Nagham.
Wiekszość z nich, to różne odsłony tego samego – masywnego lub delikatnego, ciężkiego albo cięższego ale zawsze jednoznacznie czerwonego kwiatu. Róża rzadko kiedy nie pachnie “damsko”, najczęściej to właśnie kobiecość najtrafniej można wyrazić tym zapachem (o wiele bardziej niż jakąkolwiek cechę kojarzącą się z męskością), stąd docelowymi odbiorcami prawie wszystkich zapachów opartych na tym składniku są panie – niezależnie od tego co próbują mówić producenci – nie są to uniseksy, to perfumy dla kobiet i żadne marketingowe czary – mary fiku-miku tego nie zmienią. Nie inaczej jest w przypadku Tagreed, to kompozycja zdecydowanie dla dam.
Na bukiet (ostatnio lubię to słowo, więc z premedytacją nadużywam – sory) składa się róża, róża oraz… tak – róża. No dobrze – jest wyjątek, w początkowej części niemrawego rozwoju zapachu wyczuwam delikatnie “cytrynowe” geranium, które nadaje mu (zapachułowi owemu) nie aż tak skrajnie słodkiego (bo subtelnie przełamanego kwaskowością ową właśnie) charakteru. Później podobno pojawia się jakiś goździk i ponoć jaśmin – nie wiem, nie spotkałem, dla mnie to po prostu nieco zmiękczona, w stronę konfiturowego, aromatycznego nadzienia – rozalia. Faktem jest, że w swej bazie finiszuje przyjemną, ciepłą ambrą ale dzieje się to daleko, daleko za górą i rzeką jak mawiali nasi wujowie, czyliż po dobrych 8-10 godzinach, bo perfumy jak przystało (i być powinno) na edp – są bardzo trwałe i pozwalają cieszyć się sobą przez kilkanaście godzin przy dobrej i wyraźnej projekcji – że można do tego wydarzenia nie dożyć. Sporo tu orientu – tego monotematycznego, słodkiego, bogatego w odcienie, ale zdecydowanie nastawionego na przedstawienie jednego aktora, jednego koloru i jednej słusznej drogi. W gruncie rzeczy nic nowego pod słońcem, ale na tyle przyjemnie sprzedane, że z pewnością warto się zainteresować, przy założeniu że jesteś panią a nie panem, lubisz kwiaty, i może nie masz już nastu lat, bo Tagreed emanuje różą dojrzałą z czerwonymi, rozwiniętymi płatkami… Rasasi trzyma poziom i z tonu nie spuszcza, podobanie się lub nie jest zaś kwestią gustu.

Osobną sferę ustanawia flakon, który jest małym dziełem sztuki – dosłownie i bez przenośni.

Kompozycja: 4(-)
Moc: 4(+)
Trwałość: 6(-)
Flakon: 6(-)
SOB: 3

Nuty:
umysł: geranium, róża,
serce: jaśmin, goździk,
baza: drzewo sandałowe, ambra.

Reklamy

2 comments

  1. Już się obruszyć chciałem, że w jakiś gender chcesz mnie wkręcić pisząc „kompozycja zdecydowanie dla dam” o zapachu, który z wielką przyjemnością nosiłem (z próbki, ale zawsze ;)), aż zastanowiłem się, czy my aby o tym samym zapachu myślimy… na załączonym obrazku widzę flakon Tagreed (złoty), gdy tymczasem flakon TaN jest srebrny (taki jest na stronie yasmeen). Po opisie wnoszę jednak, że chyba faktycznie TaN testowałeś, gdyż dla mnie to też wybitnie różana kompozycja, jednak dodatek oudu, goździka i sandałowca spowodował, że nosząc TaN nie pachniałem jak „stara ciotka” (no… przynajmniej mam taką nadzieję) 😉 Na fragrantice jest tylko ten złoty flakon (czyli z założenia damski Tagreed niby), jednak pod opisem 3 głosy poświadczyły podobieństwo do damskich Oriental Edition II Schlessera, które mam, uwielbiam i używam (też oud z różą na słodko). Na zakończenie, żeby jeszcze bardziej zagmatwać – na yasmeen pod obydwoma flaszkami są identyczne nuty zapachowe. „Wiem, że nic nie wiem” to na dzisiaj me przewodnie hasło filozoficzne 😀

    PS. „Wujowie” 😉

    1. Zamieszanie z tymi flakonami, ale tak testowałem TaN, czyli ten różany, na mojej skórze pachniały bardzo kobieco, w zasadzie nie wyczuwałem goździka i sandału, ale co ciekawe gdy powąchałem po dwóch dniahc koszulkę leżącą na krześle, to woniała bardzo ładnie i rzeczywiście wcale nie paniowo 🙂
      Dzięki za tych „wójów”, jak widać poligameta ze mnie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s