winny i do tego blady!

Gucci_guilty_blackPo tym jak niedawno znarzekałem kondycję mainstreamu na przykładzie nieszczęsnych wytworów sygnowanych logo Gucci, przychodzi mi pogłębić to smutne doznanie, dzwonem z kolejnym olfaktorycznym smętem – a mianowicie Gucci Guilty Black.

„Kompozycja” perfum, to najbardziej pospolite i nudne złożenie, jakie można sobie wyobrazić. Jedyna względnie pozytywna rzecz, którą nieco na siłę mógłbym powiedzieć o bukiecie bleka, to słowo na temat naturalnie wtórnego ale od biedy “przyjemnego” otwarcia, na które składa się duet kolendry i lawendy. Jest to miks lekko musujący, słodki i całkiem dla nosa miły. Ponieważ jednak trwa może kilka minut, szybko o nim zapominamy, a to co dzieje się później można ująć lapidarnym, acz trafnym jak mniemam określeniem – dramat. Syntetyczne, banalne, nieciekawe, brak chyba w słowniku odpowiedniej ilości pejoratywnych epitetów na określenie tego co serwuje nam „czarny”. Nie jest on – wbrew sugestii z nazwy – ani ciemny, ani w żaden sposób interesujący czy (co również sugeruje jego reklama) pociagający. Za to cholernie wręcz nuży swoją monotonią, skutecznie wywołując odczucie ulgi, gdy znika ze skóry. Nie ma mowy o wspomnianych w wykazie nut składnikach, bo woda raczy nas zwyczajnie marnej jakości chemią nieorganiczną, fatalnie imitującą wymienione akordy. I tak frapująco jest do samego końca, który następuje na szczęście/nieszczęście dość prędko. Wierzcie, że bardzo trudno “profesjonalnie”, czy chociaż sensownie opisywać jak pachnie Guilty, bo to coś w rodzaju próby scharakteryzowania obrazu symbolisty poprzez opis kolorów, linii i plam, z których się składa. Z tym, że tamten coś jednak wyraża, tymczasem Gucci to bezkompromisowa aromatyczna pustka i banał wyniesiony na piedestał sztuki.

Szkoda czasu mojego i waszego na takie gnioty. Zastanawiałem się czy obdarzyć Guilty Black zaszczytnym mianem “miny”, jednak – jakkolwiek to beznadziejny zapach, to ponieważ nie śmierdzi i choć na początku pachnie po japońsku (czyli jako-tako) – upiecze mu się (co oczywiście nie zmienia faktu, że to wonne nieporozumienie).
Agonia marki trwa!

Kompozycja: 1(+)
Moc: 2(+)
Trwałość: 3(-)
Flakon: 4
SOB: 1(+)

Nuty:
umysł: kolendra, lawenda,
serce: kwiat pomarańczy, neroli, nuty zielone,
baza: paczula, cedr.

reklama, reklama i tylko reklama. Na to idą wasze pieniądze kiedy płacicie za flakon tych perfum.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s