Esencjonalny sportowiec z krokodylim oddechem

lacoste-essential-sport_1Jeśli weźmie się mnię – znanego miłośnika perfum świeżych, wodnych, ozonowych i przeciętną kompozycję zapachową z tego nurtu, to uzyskany efekt owegoż zespolenia zaspokoi nawet najbardziej wyszukane gusta w kwestiach masakry&rozwałki (a jeśli w dodatku są to niebiańskie wyziewy spod znaku “Lacoste”, to w zasadzie nastapi hekatomba). Ponieważ jednak obowiązek blogersko-perfumiarski wymaga by opisywać pachnidła przeróżne, nie tylko te w których gustuje się, co jakiś czas trafia się tego typu recenzja i wióry, o pardon – krople – lecą. Nie oznacza to bynajmniej, że spotkanie z perfumami z tego gatunku, które odznaczają się dobrą jakością lub są w jakiś sposób wyróżniające – nie zostanie przeze mnie zauwazone, o co to, to nie! Wkrótce przeczytacie recenzję pachnidła opartego na przewodnim motywie wody morskiej, które zrobiło na mnie na tyle dobre wrażenie, iż aż zdecydowałem się je zakupić!

A przechodząc już do Lacoste Essential Sport, to niewiele straciliście czytając moje powyższe wypocinki, gdyż to kompozycja na tyle marna, że nie warto poświęcać jej nienależnego czasu. Ale po kolei. Na bukiet składają się składniki “klasyczne” dla tego “gatunku”, czyli bergamotka, imbir, woda, piżmo etc, czyli obecne w 95% podobnych. Niezależnie co producent sobie wpisze w skład nut, uzyskany efekt jest w 90% dokładnie taki sam – do bólu nudna, wtórna mamałyga, skrajnie syntetyczna, od której więdną uszy i robi się zwyczajnie niezbyt dobrze. Oczywiście, to mocno subiektywny odbiór ale za każdym razem kiedy wącham te oznowo-wodne świeżaki, efekt jest prawie zawsze taki sam. Składa się na to zarówno ich fatalna, dosłownie bazarowa jakość (być może użycie lepszych jakościowo ingrediencji dałoby lepszy efekt) jak i sama kompozycja – po prostu kiepska. Jedyna zmiana jaką zaobserwowałem w kwestii ewolucji aromatu, to baza w której do głosu dochodzi paskudne, mdłe i chemiczne piżmo, od którego zwyczajnie mnie odrzucało. Na szczęście “baza” to pojęcie względne w przypadku świeżuchów a więc Essential także, bo pachnie na tyle słabo, że trzeba się postarać by ją poczuć. Nie wiem jak można uzać takie zapachy za odświeżające, ale… Większość tak uważa, a głosuje sie portflami (od wielu lat perfumy świeże i lekkie sprzedają się w massmarkecie, czy mainstreamie najlepiej), więc nie dyskutujemy – jak wiadomo miliony much nie mogą się mylić 😉
W ogóle ten zbiór wód nie należy do trwałych 5-6 godzin na nosicielu, to rynkowy standard i opisywane Lacoste dokładnie w tym się mieszczą, choć przyznać uczciwie trzeba że na skórze siedzą dłużej, tyle że w wersji utajonej czyli nosociernej. Projekcja mizerna ale to także mieści się we wspomnanym “kanonie” gatunku, więc akurat w tym względzie nie ma się co czepiać, jest po prostu przeciętnie.

Całościowo polecałbym wam jednak wyszorować się ładnie pachnącym mydłem w trakcie szybkiego prysznicu w upalne południe niż pachnieć tym barachłem – efekt będzie znacznie lepszy i tańszy.

Kompozycja: 2(-)
Moc: 3(-)
Trwałość: 3(+)
Flakon: 3
SOB: 1(+)

Nuty:
umysł: bergamotka, grejpfrut, imbir,
serce: jałowiec, nuty wodne, geranium, gałka muszkatołowa,
baza: wetiwer, paczula, piżmo.

W spocie wydepilowany pan robi to, co z tymi perfumami zrobić sie powinno – wyrzuca w cholerę 😉

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s