Zmysłowiec, czyliż Jil Sander przedstawia Ultra i do tego Sense

jilNie znam żadnego dobrego czy chociaż interesującego zapachu marki Jil Sander (poza damskim Style ale to się nie liczy), jak się okazuje wydany w zeszłym roku Ultrasense tego stanu rzeczy nie zmienił, bo jakkolwiek to przyjemne perfumy, to wygodnie sadowią się na półce z napisem “przeciętność”.

Kompozycja to słodkie, nieco rozwodnione klimaty paramorskie. “Para”, bo jedyne skojarzenie jakie z wodą mieć można powoduje miks szałwii z piżmem. Niezbyt wyraźny zresztą, zielenina w Ultrasense, podobnie jak wszystkie chyba składniki ma raczej syntetyczny charakter i jakkolwiek nie pachnie źle, to także nie zachwyca – na plus, iże jest kwaskawa, co akuratnie fajnie równoważy początkową słodycz. Akord żywicy jodłowej – obecny i to w zasadzie wszystko co można o nim napisać, bo chowa się na tyle głęboko, że trzeba się bardzo wwąchiwać, by sobie uświadomić jego obecność. Paradoksalnie taka a nie inna jego bytność wpisuje się w całokształt tej rozmytej kompozycji, więc i to nie razi. Piżmo od początku do końca, z tym że im dalej tym bardziej mydlane i w sumie bezbarwne. Mamy jeszcze otwacie naturalnie (ale nie naturalne – ot jeden literak, a jaka róznica?!), w którym wbrew spisowi nut nie przesadzono z pieprzem i oprócz subtelnego uczucia świdrowania na słodko (bergamotka) nic więcej nie uświadczymy. W sumie więc żadnych wiekszych przeszkadzajek w bukiecie dostrzec nam dane nie będzie. Ultrasense pachnie uniseksowo, miluśnie ale tak bardzo nijako i bezpłciowo, że aż smutno się na duszy robi. W dodatku jest podobny do wielu swoich kolegów z półki na której stoi i budzi skojarzenia w ten niespecjalnie pozytywny sposób (znam to, już wąchałem, jakieś… 100 razy etc.).
Powinienem teraz zakończyć (w zasadzie w pierwotnej wersji recenzji tak właśnie zrobiłem) opis kompozycji, bo wszystko zostało powiedziane a jednak… dałem jej ponownie szansę (i ponownie też) i okazało się, że potrafi czasem aż do bazy przenieść ów interesujący akord żywiczno-szałwiowy, nieco przysuszony, pozbawiony wilgoci, kwaśnego posmaku a zarazem słodyczy. Nie ma też wtedy piżma (tudzież mydlinek), a to co jest – owo suche, szeleszczące w dłoniach ziele – bardzo mi się podoba. Szkoda tylko, że jest to tak delikatne i słabo wyczuwalne, jednak na tyle zmienia obraz całości, że warto choćby z tego powodu podnieść ocenę końcową.

Jil Sander Ultrasense, to przeciętne pachnidło dla statystycznego Kowalskiego, Smitha i Chonga. Może się podobać, potrafi niczym chimera zaskoczyć czymś ciekawym, jednak przez większość czasu tego nie robi, więc jest co najwyżej przyzowite. Czy aby na pewno chciecie być uśrednieni..?

Kompozycja: 3(+)
Moc: 3
Trwałość: 4
Flakon: 4(+)
SOB: 3(+)

Nuty:
umysł: bergamota, czarny pieprz, różowy pieprz,
serce: szałwia, żywica jodłowa
baza: piżmo.

Spot? Dajcie spokój… bryndza panie, bryndza!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s