Eksperyment z sercem świętej wetywerii (2)

coeur-vetiver-1-retGdyby perfumy określała ich nazwa, to pachnidło L’Artisan miałoby na starcie +5 do wizerunku. Gdyby była to ilość ingrediencji, które je tworzą, to Coeur de Vetiver Sacre (bo o im mowa), także byłby mistrzem świata. Gdybyż to wreszcie był flakon skrywający ciecz czy ogólnie forma zewnętrzna a wszystkie te cechy zebralibyśmy do kupy, to niewątpliwie mielibyśmy do czynienia z dziełem absolutnym. Jednakże w praktyce, to co określa treść perfum, to ich kompozycja aromatyczna, czyli to jak pachną, czy też raczej jak odbiorca interpretuje zapach w swoim umyśle. I pod tym względem Coeur de Vetiver Sacre to perfumy tylko (albo aż) dobre.
Jak nazwa wskazuje jest to pachnidło oparte na koncepcie bardzo popularnej wetywerii. Ten składnik obecny jest przez cały czas i oczywiście stanowi clue kompozycji, jednak cechą wyróżniającą Ceur jest duża zmienność tej woni, różnorodność na którą składa się m.in. spora ilość użytych składników. Dlatego trudno powiedzieć jednoznacznie jakim on jest, jakimi torami toczą się pociągi poszczególnych, tworzących go nut? W gruncie rzeczy nie ma tu klasycznego trójpodziału a poszczególne akordy mieszają się, co rusz do głosu dochodzi inny.
Z początku Sacre jest słodkawy, zielony i wilgotny ale już za chwilę przypomina mi wysuszony pergamin, zależały w jakimś wilgotnym miejscu w bibliotece. Mija chwila i dominanta wetyweriowa zostaje otulona szczelnie przyprawami i kwiatami, by za chwilę pocierać nos roztartymi w dłoniach listkami herbaty. Kolejne minuty i kolejne doznanie – trudne do zidentyfikowania ale równie frapujące… i tak do samego – prawie – końca. Nie da się nie przyznać, że wielorakość doznań podczas obcowania z aromatem sprawia sporą frajdę. I samo to tylko wystarczy, by powiedzieć że Coeur de Vetiver Sacre, to niezwyczajnie intrygujące zjawisko. W dodatku jego lekkość, pozytywny i jasny charakter sprawiają, że nosi się go bardzo dobrze i łatwo.
A jednak… mimo wszystko, to wciąż wetiwer. I jakkolwiek doceniam pomysł na jego twórcze przedstawienie w otoczeniu bogactwa woni, to samo ujęcie tego składnika nie porywa mnie. Przypomina to, co możecie powąchać u Guerlain’a czy Toma Forda (tak wiem, że ujęcie Encre Noire jest zupełnie wyjątkowe), choć oczywiście sama kompozycja jest zupełnie inna i eksploruje odmienne rejony zapachowe. Pomimo zmienności i barwności konceptualnej, ujęcie samego wetiweru wydaje mi się bardzo „szare”. Ten kolor chyba najlepiej określa wrażenie jakie odbieram, gdy L’Artisan paruje z mojego ciała. o.15
Chciałbym także móc się cieszyć zapachem dłużej, a 5-6 godzin (w gorący dzień), przy raczej subtelnej projekcji, pozostawia niedosyt. Być może to cecha konsystencji wody (edt) i ogólnie jej lekkości i zwiewności (choć na upalne lato bym jej nie polecił ze względu na bardzo szybkie odparowywanie ze skóry).
Więc – jest dobrze. Kompozycja, zawartość butelki – bez wątpliwości na plus. Nieco rozczarowujące parametry woni, skłaniają do refleksji czy w ogóle uprawnionym jest poruszanie tego tematu, gdy mówimy o pachnidle niszowym aspirującym przecież do rangi sztuki? Tak sądzę, to wciąż tylko lub aż – perfumy, sztuka ale jak najbardziej użytkowa.
Nie moja bajka ale doceniam. Szczególnie polecam sprawdzić fanom delikatnych, wielobarwnych, herbacianych woni.

Podobne: w zasadzie inne „wetiwerowce”, gdybym miał wymienić to trochę Grey Vetiver TF, trochę Guerlaine, muśnięcie przyprawowego L’Occitane Eau de Vetyver i… sporo samego siebie.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 3(-)
Trwałość: 3
Flakon: 5
SOB: 3(+)

Nuty:
umysł: bergamotka, pomarańcza, limonka, kardamon, czarna herbata, imbir, szafran, kolendra,
serce: różowy pieprz, daktyle, suszone morele, kadzidło, osmantus, róża, irys, fiołek, wetiwer, cedr, tonka, estragon,
baza: wetiwer z Haiti, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, nuty skórzane, czystek, ketmia piżmowa , wanilia, kastoreum, ambra, piżmo.

Reklamy

3 comments

  1. Cześć!

    Cieszę się niezmiernie, że stopniowo przekonujesz się do niszy i od czasu do czasu raczysz swoich czytelników recenzjami zapachów także i tego segmentu rynku. Co do bohatera powyższego tekstu, to muszę od razu przyznać się, że to mój signature scent, a zatem mam doń stosunek wielce emocjonalny. Co mnie szczególnie fascynuje w Coeur De Vetiver Sacre to jego – że się tak wyrażę – struktura palimpsestu, gdzie jedna warstwa skrywa pod spodem drugą, druga trzecią, a na dodatek te wszystkie warstwy zdają się przenikać nawzajem w funkcji czasu, co tworzy wspomniany przez Ciebie efekt „zapachowego rollercoastera”. Pewnie dlatego Coeur De Vetiver Sacre należy do grupy zapachów, którymi naprawdę ciężko się znudzić. Jeśli zaś chodzi o wrażenia czysto subiektywne, to Coeur De Vetiver Sacre odbieram jako zapach enigmatyczny, a także – co chcę podkreślić – rustykalny. Atmosfera przezeń ewokowana, kojarzy mi się z pięknym czerwcowym wieczorem podczas sianokosów w Bieszczadach. Myślę, że ważnym elementem tej kompozycji jest olibanum – wyczuwam w niej subtelne i nieoczywiste (jak niemal wszystko w C.D.V.S.) dymne zawijasy, ponadto na mojej skórze bardzo wyczuwalnym elementem są suszone i kandyzowane owoce (szczególnie morela). Parametry użytkowe natomiast znacznie lepsze niż u Ciebie (ale to chyba generalnie problem charakterystyki Twojej skóry, niezbyt przyjaznej perfumom); trwalość ok.10 godzin przy optymalnej projekcji. Reasumując, Coeur De Vetiver Sacre to w moim odczuciu bardzo twórcza interpretacja wetiweru, a obok Encre Noire – Lalique zdecydowanie moja ulubiona.

    Serdecznie pozdrawiam –
    Cookie

    1. Nie jestem uprzedzony, więc i przekonywać się nie muszę 😉 Po prostu jeśli mam wybr, to z reguły wolę mainstream. Ale jeśli tylko mam próbki niszowe, to testuję. Czasem, nawet kupię, tak jak teraz.

    2. Cookie jak zawsze wciągająca recenzja, nawet w komentarzuświetnie piszesz 🙂
      Co do CdVS, to ja doceniam jego rozmach i wielopłaszczyznowość, podkreśliłem to właśnie w recenzji. Natomiast, nie wiem czy czas kiedy go testowałem był dla niego optymalny, bo było autentycznie upalnie. Rzeczywiścei moja skóra łaskawa nie jest, natomiast projekcja i trwałość perfum L’Artisana to dla mnie – po testach 4 próbek – póki co zagadka. Zachowują się na mnie dość… dziwnie, ale akurat w taki sposób który jest akceptowalny. Więcej o tym opowiem w podsumowaniu testu, to dopierodrugi zapach 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s