Wazamba! wiele szumu o niewiele (7)

wazambaNo i mamy kolejnego przedstawiciela kadzidlano-żywiczno-drzewnego, czyli Wazambę. Nie do końca jestem pewny z czym ma korespondować nazwa perfum, jej brzmienie sugeruje jakoweś afrykańskie inspiracje (a że opisy twórców, jako forma marketingu psipsianego spływa po mnie soczyście tym się więc nie podeprę) ale takoweż raczej trudno w omawianym zapachu znaleźć. A może inaczej – mam trochę zagwozdkę z tym pachnidłem, bo jakkolwiek nie zrobiło na mnie większego wrażenia, a rzec mogę iż nawet nieco znudziło, to nie jest przecie także złym czy kiepskim. Z pewnością na półce mainstremowej perfumerii wyróżniało by się znacznie, niemniej oceniając w kategoriach stricte perfumowych i abstrahując od sieciówek, to rewelacji wciąż nie dostrzegam. Ot, wielokrotnie sprawdzona receptura, czyli garść kadzidła, kubik drzewek (cyprys i sandał), do tego szczypta gorzkawej mirry i dla przełamania jeszcze jakieś pół kilo słodyczki (jabłko, ambra, cokolwiek) i voila! Wazam – ba!

Poważniej nieco, to Wazamba jest kompozycją z gatunku balsamicznych, zagęszczonych, intensywnie drzewiastych z dużą ilością słodyczy. I tyle. Przepis prosty w odpowiednich rękach potrafiący rozświetlić mrok, wydaje mi się jednak że nie tym razem, że genisz twórcy  Marc-Antonio Corticchiato (swoją drogą autora także Aziyade i kilku innych dzieł Parfum d’Empire) nie zabłysnął. Wszystko to po prostu jest jakieś toporne, bezjajeczne, zlewa się tworząc nie przekonująca mamałygę – a wiadomo, mamałyga fajnie smakuje ale szczytem wykwintności formy – nie jest. W gruncie rzeczy nosząc Wazambe miałem wrażenie, że uleżał się na mnie jakiś zapachowy przyjemniaczek, którego zarzucić może, bez większych problemów – każdy. Taki grzeczny, troszkę wyleniały kociak, którego najdzikszym dokonaniem jest wieczorna gonitwa za ziarenkiem suchej karmy, namiętnie wyszarpywanym z miski… Ani to mroczne ani głębokie ale na pewno przyjemne i nieinwazyjne, takie na każdy chłodniejszy dzień dla (prawie) każdego. Se pomyślałem tak nawet brzydko, że jeśli ktoś chce się wyróżnić nie tyle zapachem, co samą marką i „niszowością”, to Wazamba jest dobrym wyborem. Ale może jestem zbyt okrutnty dla tego, wcale przecież nie złego kawałka olfaktorycznego rzemiosła..? Cat-Sleeping-Couch
Rozczarowało mnie, ponownie to, co perfumy zaoferowały w kwestiach „pragmatycznych” (bo one takie niby praktyczne, a tu klopsik) – przez większość czasu są przylepione do ciała i tkwią tam jak wspomniany kociak przyspawany do poduszki. Na loty jakieś – brak szans. W dodatku, poza tym, że słabo i niezbyt długo projektują, po 5-6 godzinach pozostają wspomnieniem i odległym tłem do bieżących wydarzeń. Mizeriada.

Podsumowując, póki co przy recenzji Wazamby męczyłem się najbardziej. Jeśli nie to, to chociaż ogólna opinia, że to przeciętne pachnidło – niech będzie moim świadectwem dla niej.

Podobne: w mainstreamie? Nieco inaczej ale w klimat M7 – słodki syropek (choć bez oudu). YSL lepsze.

Kompozycja: 3(+)
Moc: 3(-)
Trwałość: 3
Flakon: 4(+)
SOB: 3

Nuty:
umysł: kadzidło, aldehydy, opponaks,
serce: cyprys, drzewo sandałowe, mirra,
baza: balsam z jodły, jabłko, ambra, czystek.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s