prywatnie niszowością naznaczony – Jovoy (8)

medium_Jovoy-PrivateLabel-2Kiedy zapytałem Piratha o to, co z niszy warto przetestować zdecydowanie polecił mi markę Jovoy. Stwierdził, że to prawdziwa nisza, zarówno pod względem samego zapachu jak i jakości pachnidła. Przetestowany właśnie Private Label w pełni potwierdza tę opinię – rzeczywiście jest to nisza, dokładnie taka o jakiej mówił Pirath.

Kompozycyjnie Jovoy nie był dla mnie zaskoczeniem, co więcej powiem że od pierwszego zaciągnięcia wiedziałem, że gdzieś to już wcześniej wąchałem… Dość szybko namierzyłem skojarzenie i fakt, dokąd mnie ono zaprowadziło był już nieco zaskakujący. Pamiętacie opisywany przeze mnie onegdaj koncept kolegi Alexandra? Wykreował on kilka aromatów, a jednym z nich była „Smoła”- mocarne i bezkompromisowe uderzenie drzew w otoczeniu wetywerii i paczuli. Dokładnie tak jak w Private Label, choć jeszcze bardziej ekstremalnie, surowo i mrocznie. I właśnie do niego opisywanemu pachnidłu najbliżej, choc naturalnie są też różnice. Jovoy jest jednak zapachem konsekwentniej skonstruowanym, płynnie przechodzi przez swoje nuty, choć ich rozróżnienie jest dość trudne. W odbiorze mojego nosa to monolit, w którym prym wiedzie tercet wetyweria – paczula – sandałowiec. To także perfumy bardzo dostojne i niepozbawione pewnego rysu elegancji. Zupełnie usunięto z nich natomiast wszelką słodycz, do tego są suche i wytrawne no i jednoznacznie ciemne. Równocześnie wciąż pozostają  przyjemnie ciepłe i aromatyczne, mimo sporej dawki mroku, który w sobie kryją – przytulny to mrok bowiem i niekoniecznie niebezpieczny. Zaciągając nosem i zamykając oczy łatwo przenieść się w imaginacje na przeróżne tematy. O ile Smoła podsyłała obrazy tartaku z jego fruwającą zawartością, to Private Label, przedstawia ową zawartość po przetworzeniu, najlepiej w jakieś stylowe meble np. potężny, drewniany obity skórą fotel (skóra także daje znać o swojej obecności w kompozycji). fotel
Także w przypadku PL pojawia się kłopotliwa kwestia jego noszalności lub nie. Pod tym względem, mimo realizacji postulatu o tym, że ma być odkrywczo, inaczej i w niespotykany sposób – Jovoy daje się używać, a myślę że nawet polubić. Ma tę wadę, że posiadając wartość wyrażoną w niezwykle wysokim poziomie zaciekawienia, które wywołuje, nie jest ona w równoważona przez… piękno. To po prostu nie jest zapach w jakikolwiek sposób „ładny” (choć paradoksalnie może się podobać).  Moja Pani wąchając go, to co poczuła określiła prosto i dosadnie „fuuj”…  i nie był to najgorszy jedyny epitet, którego użyła, uwierzcie.

Intrygującą kompozycję dopełniają mistrzowskie aspekty techniczne wody, oczywiście koncentracja edp, przekłada się na potężną ponad 12 godzinną trwałość na ciele i więcej niż dobrą emisję aromatu – nic dodać nic ująć. Jak widać – da się, także w niszy i przy dość oryginalnych pomysłach.

Perfumy nie są adresowane do przeciętnego użytkownika perfum. To coś, po co powinni sięgnąć ci, którzy trochę już przewąchali, mają nieco bardziej wyrobiony nos i będą w stanie skupić się na niuansach, które oferuje. Reszta… nie pokocha, nie zrozumie i odrzuci.

Podobne: Smoła by Alexander. I kilka innych drzewiaków – mniej lub bardziej (z naciskiem na mniej).

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(+)
Trwałość: 6
Flakon: 5(-)
SOB: 3(+)

umysł: wetyweria, skóra, papirus,
serce: drzewo sandałowe, paczula,
baza: francuskie labdanum.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s