wysuszony ale słodki dzieciak od Jovoy (9)

o.16123Pierwsze spotkanie z Jovoy, które miało miejsce niedawno zrobiło na mnie na tyle pozytywne wrażenie (szczególnie pod względem jakości perfum), że z niecierpliwością oczekiwałem kolejnych. Okazja nadarzyła się wkrótce a za mną już zbliżenie z okropnym dzieckiem perfumiarstwa jakim jest, czy też próbuje być L’Enfant Terrible owej marki.

Spodziewałem się mocy i jakości, dostałem przyjemny – bardzo ładny, casualowy zapach orientalny oparty w głównej mierze na połączeniu akordów suszonych owoców (daktyle) z przyprawami, a wszystko mocno podsycone drzewnym, suchym sosem (posypką?). Receptura na zapach wcześniej znana, mniej z mainstreamu, w którym trudno o dobrej jakości susze (choć gorsze się zdarzają) ale w niszy z pewnością (po tego rodzaju wzory sięgał m.in. Serge Lutens). Sam pomysł dobrze się sprawdza, bo dzieciak pachnie naprawdę fajnie. Przede wszystkim słodko, z takim pozytywnym lekko pastelowym “vibem”, mocno aromatycznie przy tym. Jest osadzony w klimacie orientalnym ale nie ma w sobie nic z orientu znanego z innych tego gatunku perfum – nie atakuje talkiem, pudrem ani woniami rodem z indyjskiej kuchni. Użycie przypraw jest bardzo dobrze wyważone, akurat tyle kminku, żeby sprawić radość a nie przydusić, muszkat i kolendra w wersji “już ładnej, a jeszcze nie męczącej”. Zapach ewoluuje dość subtelnie ale na tyle wyraźnie, by dało się poczuć różnicę określającą dwie fazy. O ile u swego zarania ogłasza przybycie owocowo-przyprawowym akordem, później staje się wyraźnie przysypany suchym drzewem, którego lekko pylisty posmak pozostaje w ustach aż do samego końca, ale znowu – w ten miły nozdrzom sposób.daktyle
Jeśli zgodnie z nazwą spróbujecie w L’Enfant Terrible znaleźć coś niegrzecznego, wyróżniającego , to nic z tego. Wbrew jej bowiem jest to raczej potulny chłopak niż rozbrykany smark, który dokazuje wybijając szyby w oknach sąsiadów. I przyznam, że to trochę rozczarowuje, bo jakkolwiek sama kompozycja jest więcej niż dobra, to twórca nadał jej kompletnie nieadekwatną nazwę. W jakim celu to zrobił? Trudno powiedzieć.

To, co rozczarowało mnie jednak najbardziej, to mizerne parametry, tego atrakcyjnego przecież zapachu. Po pierwszym teście nie było śladu wody na skórze po 4 godzinach, co spowodowało palpitacje serca i wielki “?” w głowie. Drugi sprawił, że przez 5-7h mogłem cieszyć się dość bliskoskórnym aromatem i jakkolwiek mieści się to już w pewnych normach, to jednakże mocno rozczarowuje, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę poprzednio opisywane dzieło Jovoy. Nie wiem czy winna temu jest pora roku – Enfant to perfumy typowo jesienno-zimowe, czy są inne powody, nie zmienia to faktu, że parametry są co najwyżej na “3”.

Krótko mówiąc – L’Enfant Terrible Jovoy, to wbrew nazwie urocze, słodkie perfumy na chłodne dni, malujące ciepłe obrazy i otulające w przesympatyczny sposób. Tylko tyle lub aż tyle – wedle uznania. Ja fanem suszy owocowych (jak i samego orientu) szczególnym nie jestem, więc moja subiektywna ocena taka, a nie inna.

Podobne: w mainstreamie ciężko i o ile się zdarzają, to nie tak dobre (np. dziwaczny nieco Riviera Nights, ale są też inne). Poza nim, np. niektóre Lutensy.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 3
Trwałość: 3
Flakon: 5(-)
SOB: 3(+)

Nuty:
umysł: gałka muszkatołowa, kolendra, kminek,
serce: drzewo sandałowe, daktyle, cedr, pomarańcza,
baza: piżmo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s