ostatni bedą pierwszymi (11)

58006.1W poprzednim wpisie z cyklu „Eksperyment”, wspomniałem że ostatni z zawodników, który nam pozostał stanowi raczej dodatek niż pełnoprawnie biorący udział w teście produkt. Jak bardzo to założenie okazało się błędne, rychło się przekonałem (konkretnie dwa dni później) globalnie zapoznając się z Clive Christian X for Men, który okazał się być pięknym i niebanalnym pachnidłem, zaryzykuję tezę, że najlepszym z całej grupy.

Kompozycja otwiera się ostrym i niespecjalnie przyjemnym akordem, w którym dominuje lekko słodkawy rabarbar, z pewnym bardzo charakterystycznym dla tego zapachu w ogólności, bo obecnym przez cały czas, suchym i „chropowatym” motywem, za który jak sądzę odpowiada cedr w dużej ilości. Jednak ta „chropowatość” wraz z czasem nadaje woni bardzo interesującego charakteru i mocno przyciąga nos. Serce zmienia dotychczasowy obraz, aromat uspokaja się, a do głosu dochodzi konglomerat trzech ingrediencji, w którym kwiaty wiodą pierwsze skrzypce. Jeśli przed oczami stanął wam teraz słodki, przytłaczający, uniseksowy i pudrowy irys to nic bardziej mylnego, bo w „X” jego rola jest zupełnie inna, o wiele bardziej wyważona i stonowana. Już na tym etapie perfumy głęboko wbijają się w pamięć są bardzo specyficzne i nie da się ich pomylić z niczym innym. A tymczasem baza wykonuje kolejny zwrot racząc przepięknym, złożonym akordem, w którym trudno tak naprawdę powiedzieć co kreuje obraz ale dla mojego nosa jest to bardzo gładki, wręcz aksamitny etap, podczas którego poczuć można świetnie zbalansowaną nutkę wanilii (która w bardzo aromatycznej, niespożywczej formie w postaci słodkawego muśnięcia obecna jest właściwie od początku), wetywerii ale także wyeksponowanych, choć nienachlanych żywic i wyraźnego cynamonu (obecnego zresztą juz wcześniej). Podobnie jak poprzednie tak i ta część kompozycji brzmi bardzo atrakcyjnie i – co ciekawe – na swój sposób świeżo, zapewne za sprawą opadającego po drodze drzewa cedrowego i dochodzącej do głosu wilgotniejszej wetywerii – to właśnie baza podoba mi się chyba najbardziej. Warto też dodać, że całe to dobro jest mistrzowsko poukładane w harmonijną całość. Żadna ingrediencja nie dominuje, nie rozlewa się i jakkolwiek można pewnie pokusić się o wymienienie tych najbardziej wyróżniających się, to wierzcie że brzmienie perfum jest pełne – po prostu świetne. para_monako_epa_600

Pomijając same aspekty akordziano/niuciane, to Clive są perfumami o ciemnym, aczkolwiek nieprzytłaczającym usposobieniu. Roztaczają nieco tajemniczą aurę elegancji i szyku wokół mężczyzny, który dzięki nim dostaje +3 do cechy „gentle”. Jest w nich coś magnetycznego, co każe co jakiś czas zaciągać się nosem, a owa sucha, cedrowa „chropowatość” sprawia, że nie dają spokoju – w pozytywnym sensie.
Myślę, że to pachnidło z grupy casual ale na pewno nie nadaje się do luźnego stroju, a raczej jakiegoś w dobrym tonie jak garnitur, a minimum to marynarka i przyzwoitej jakości koszula – to taki niszowy Dior lub Chanel, tylko przynajmniej klasę wyżej i lepiej.

Clive Christian X to także jakość i to w dosłownym znaczeniu – perfumy pachną niezwykle sugestywnie, bez śladu chemii czy jakichkolwiek „nieczystości”. Do tego są bardzo trwałe (prawie 10 godzin na skórze) i mają więcej niż dobrą, wyważoną projekcję. Po prostu nie ma się do czego doczepić.
Można się natomiast próbować czepiać cen i marketingu (choć biorąc pod uwagę target – nie bardzo jest po co) – woda celuje w najdroższe rejony perfumeryjne, w klienta szukającego w niszy nie tyle zawadiackich rozwiązań, co jakości i luksusu. Podkreśla to także królewska forma – flakon sprawia wrażenie zaprojektowanego specjalnie dla księcia Monako, do tego bogate opakowanie i cały anturaż związany z perfumami jako produktem. W związku z tym jest oczywiście pieruńsko droga. Naturalnie kiedy wydanie ponad tysiąca złotych na 50 ml cieczy nie stanowi dla was problemu – git, w przeciwnym wypadku zapewne poprzestaniecie na maleńkiej odlewce, ale produkt z pewnością warto poznać.

Krótko mówiąc – Clive Christian X for Men, to doskonałe, świetnie skomponowane i piękne pachnidło dla zamożnego i eleganckiego mężczyzny. Nie znajdziecie tu żadnych olfaktorycznych rewolucji, wielkiej oryginalności czy ekstra wyróżnienia ale kawał solidnego, perfumeryjnego rzemiosła na najwyższym, mistrzowskim poziomie – z pewnością. To dla mnie wielkie zaskoczenie i orztyczek w nos, co by się nie sugerować 🙂

Podobne: ze względu na suchy cedr przypominają mi klimatem niektóre przyprawowe drzewiaki jak np. Potion z jednej strony, a z drugiej też klimaty takie jak Memoir.

Kompozycja: 5
Moc: 4(+)
Trwałość: 5
Flakon: 5(-)
SOB: 4(+)

Nuty:
Umysł: bergamotka, rabarbar, ananas,
Serce: jaśmin, papryka, irys,
Baza: żywica bursztynowa, styraks, labdanum, wetyweria, cedr, mech dębowy, cynamon, wanilia.

PS. Jeszcze tylko podsumowanie „eksperymentu” i już dla was szykuję kolejne ciekawostki, tym razem z dokładnie przeciwnego bieguna perfumeryjnego 🙂

Advertisements

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s