księżycówka

pradaNajnowsze perfumowe dzieło Prady, to produkt na wskroś nowoczesny. Zarówno w formie jak i treści bezpośrednio opiera się na tym, co w dzisiejszym perfumiarstwie jest na topie. Mamy więc do czynienia z zapachem świeżym o „sportowym” charakterze podkreślanym spójnie zarówno przez samą kompozycję jak i wykreowaną wokół produktu medialną otoczkę (morski team Prady), choć na szczęście woń nie brnie w ten temat zbyt dosłownie – nie jest aromatem stricte „morskim”. Nowoczesny w tych perfumach jest także sposób w jaki są zbudowane. Nie znajdziecie w nich nic naturalnego, to od początku do końca syntetyczne molekuły ale wbrew temu, co się na myśl nasuwa – pachną bardzo dobrze. Po prostu jest to chemia wysokiej jakości w dodatku sam zapach jest ładny i dobrze skomponowany. Prada nie zawiodła, „sportowość” zapachu nie razi, wbrew pozorom, to ciekawe i przyjemne pachnidło na ciepłe dni, na tyle uniwersalne że sprawdzi się w prawie każdych okolicznościach, pasuje też w zasadzie do większości mężczyzn (może poza zarośniętymi panami w skórach). Luna Rossa pachnie przyzwoicie długo, bo ok. 6-7h, projektując na otoczenie niezbyt może intensywnie ale w sposób wystarczający, do nosa nosiciela dolatuje co jakiś czas, dając znać, że jest i ma się – „ok”. Biorąc pod uwagę, że to świeżak w dodatku oparty na mięcie – jest naprawdę nieźle.

Skoro zacząłem tę recenzję od końca, to wypada jeszcze napisać jak właściwie pachnie nowa woda Prady. Ano wionie fajnie, świeżo i przyjemnie. Do tego niezbyt słodko i całkiem elegancko, choć akurat bez przegięcia. Jest to wyjątkowo jasny rodzaj zapachu, przestrzenny, poprawiający humor. Motywem przewodnim kompozycji jest mięta, jednak nie jest ona zbyt intensywna, nie świdruje w nozdrzach a raczej radośnie acz delikatnie pobudza (co ja gadam, co ja gadam). Mój nosek wyróżnia w niej (kompozycji, nie mięcie) dwie fazy – wstępną, gdzie zieleninkę sprowadza do parteru gorzka (czego jakoś nigdy nie wyczuwam w tym owocku użytym w perfumach – to raczej brak słodyczy, a i to też nie do końca tak) pomarańcza i „właściwą” przełamaną akordem ziołowym (szałwia i lawenda). Z początku jest niezbyt słodko, z czasem wysładza się odrobinkę. I w zasadzie… to wszystko. Mało? Wierzcie na słowo, że wcale nie! Wystarcza i dobrze robi dobrze.

Krótko mówiąc – sięgając po flakon Prada Luna Rossa – przy założeniu, że lubicie ten rodzaj perfum – na pewno nie będziecie zawiedzeni. To kawał solidnego rzemiosła i jak każde rzemiosło – robi dobre wrażenie. Ale nie porywa.

Podobne: kompozycyjnie przez miętę – Cartier Roadster, przez klimat – inne Prady (Infusion, Amber)

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(-)
Trwałość: 4
Flakon: 4(+)
SOB: 4

Nuty:
umysł: gorzka pomarańcza, lawenda,
serce: szałwia, mięta,
baza: ambrette (piżmo ambrowe), ambroxan.

Spot współgra z całością i jest profesjonalnie zrobiony. Co warte zaznaczenia perfumy wpisują się w klimat właściwy wcześniejszym pachnidłom marki.

Reklamy

One comment

  1. Zapach wydaje się bardzo interesujący, a rzadko można teraz taki spotkać. Bardzo ciężko nam facetom wybrać jakiś interesujący zapach który również spodoba się naszym wybrednym kobietą 😉 Jeszcze biorąc pod uwagę że to perfumy od Prady to już w ogóle muszą być dobre. Pozdrawiam serdecznie i czekam na jakiś męski zapach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s