(nie)gorzka

amaraAmara, to najnowszy flanker (2014) popularnej „Aqua” Bulgari, bodajże czwarty w kolejności. Nie ciagnie mnie jakoś szczególnie do testowania nowych i odświeżonych wersji starego, z reguły bowiem takie perfumy nie wnoszą nic do tematu, a jedynie żerują na popularności „podstawki”, przy okazji gubiąc ducha i klimat oryginału.
Amara nie jest kompozycją rewolucyjną, nie podaje też nowych interpretacji „klasyka”, niemniej to zapach przyjemny i względnie ciekawy.  Cały zamysł twórcy skupił się na zachowaniu delikatnie wodnego (morskiego) charakteru perfum, przy równoczesnym zakręcie w stronę bardziej mineralno-kwiatową. W praktyce zamysł ten realizuje się przez dominujący akord owocowo-kwiatowy, niezbyt słodki ale też nie gorzki – Aqua pozbawiona jest słodyczy (co nie znaczy właśnie, że jest gorzka), bardzo aromatyczny i dość świeży, w którym główną rolę gra mandarynka (choć niektórzy twierdzą, że to petitgrain – nie podzielam tej opinii) z domieszką soku z neroli. Sprawia to wrażenie nieco rozcieńczonej cieczy za sprawą „nut wodnych”, które są wyczuwalne ale nie zdominowały kompozycji, choć wciąż intensywnej. Wraz z czasem odczucie „kwiatowego soku” słabnie, pojawia się natomiast inne – zielono-łodyżaste, które przywołuje na myśl aromaty pokroju Issey Miyake ph (choć de facto nie jest do niego podobny), czyli dzikie pędy. Na koniec do głosu dochodzi – niestety bardzo anemiczna – paczula. W zasadzie Aqua Amara to monolit, niezbyt zmienny ale przyjemnie chłodzący.

Pachnidło jest nawet nieco trwalsze od zreformułowanej edycji swojej poprzedniczki, nie zachwyca mocą ale trudno mieć większe zastrzeżenia, w każdym bądź razie – pachnie (co ostatnio nie zawsze jest oczywiste). Wszystko to, nieco syntetyczne ale to chyba znak naszych czasów, mimo wszystko nie razi. Bulgari Aqua Amara nie wywarła na mnie wiekszego wrażenia ale ogólnie jest poprawnym, nowoczesnym aromatem dla mas, choć za sprawą braku słodyczy przynajmniej trochę wyróżnia się z tłumu podobnych, morskich świeżaków.

Podobne: wodno-morskie świeżaki, z zawijasem w stronę bagienną. Echa Issey Miyaki ph, odległe…

Kompozycja: 3(+)
Moc: 3
Trwałość: 4(-)
Flakon: 4(+)
SOB: 3

Nuty:
umysł: mandarynka,
serce: neroli, nuty wodne,
baza: paczula, olibanum.

Spot podkreśla klimat wodny. W niezbyt wyszukany sposób ale sygnał jest jasny (choć chyba nie w pełni oddaje aurę samego zapachu).

PS. Po rumuńsku „amara” znaczy gorzki. Amara nie jest gorzka, jak wspomniałem – po prostu brak jej słodyczy.

Advertisements

4 comments

  1. Mandarynka i nuty wodne! Coś czuję, że to jest coś, co mi się bardzo będzie podobało! 🙂 Zdecydowanie perfumki dla mnie. Mam zamiar sobie niedługo jakieś kupić, może zainwestuję właśnie w te? 🙂

    Pozdrawiam! 🙂

  2. Ciekawy flakon. Jak pierwszy raz spojrzałem to skojarzył mi się z „jabłuszkami” DKNY. Też nie przepadam za odświeżonymi wersjami starych perfum bo to takie trochę odgrzewanie kotleta. Mając do wyboru Amara a coś nowszego – wybrałbym zdecydowanie drugą opcję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s