błękitna, japońska woda

bleueDo moich ulubionych składników perfum zalicza się m.in. cyprys. To iglak, rodzaj drzewa które ma bardzo charakterystyczny zapach – świeży, świdrujący, zielony i mocno dający po nosie lasem. Jednak cyprys w przeciwieństwie do np. sosny ma w sobie coś, co sprawia, że trudno mi przejść obok jego aromatu obojętnie. Od czasu naszego pierwszego spotkania w Encre Noire (choć jest tam przelotnie i tylko na początku) szukałem kompozycji, w których byłby nie tylko drugoplanowym bohaterem (choć po dotychczasowych doświadczeniach odnoszę wrażenie niezaparte, że właśnie w takich rolach spisuje się najlepiej). Pojawił się jeszcze na chwilę dłużej w Yves Rocher Comme une Evidence, które niestety nie potrafiły się dogadać z moją skórą i… w zasadzie to wszystko. Trafiając na opis L’Eau Bleue d’Issey Pour Homme, wiedziałem, że wcześniej czy później się spotkamy i ta chwila w końcu nadeszła.

Opinie o wersji „Bleue” świetnej l’eau (dla niektórych kultowej pozycji) krążące w sieci niewiele o nim mówiły poza dwiema rzeczami, przewijającymi się stale – że to generalnie „dobre” perfumy i trudne do zdefiniowania… każdy piszący czuł w nich coś innego. Rzeczywiście, mogę się z tym zgodzić, bez dwóch zdań to dobre, więcej bardzo dobre pachnidło, bogate i wielowymiarowe, niejednoznaczne i trudne do zdefiniowania. Bleue doskonale wpisuje się w schemat mówiący, że perfumy są czymś skrajnie subiektywnym w odbiorze – w ich przypadku nie ma mowy o dominującym motywie, który każdy jakoś opisze, przeciwnie wszyscy będą twierdzić, że postrzegają go inaczej niż reszta.
W moim odbiorze to woń bardzo zielona, intensywna wręcz świdrująca (różowy pieprz) i z wyraźnie zaznaczonym, tak lubianym przez mój nos cyprysem. Jednakże czuć tu o wiele więcej, bo po pierwszej – „leśnej” – fazie, na scenę wchodzą świeże zioła, roztarte w palcach, aromatyczne, wibrujące (choć akord cyprysowy wyczuwalny jest bardzo długo). lasBaza przynosi subtelnie mydlany miks, jakbyśmy wąchali miseczkę po owych ziołach, zmoczoną wodą ale jeszcze niedomytą. Co ciekawe, nie da się wyodrębnić poszczególnych ingrediencji, wskazać co wiedzie prym i buduje ten bardzo orzeźwiający klimat. Myślę, że wiosną i latem taki rodzaj odświeżenia będzie doskonale robił robotę, szczególnie że nie jest ani słodki, ani wytrawny, idealnie balansuje gdzieś pomiędzy. Za każdym razem kiedy naciskam atomizer a niebieskie kropelki zderzają się ze skórą, do nosa intensywnie dociera coś innego niż wcześniej. Druga, trzecia i czwarta strona błękitu pozwala się odkryć i nacieszyć swoją obecnością. Jeszcze jedno ujmujące wrażenie, które nie opuszcza mnie, gdy obcuję z Isseyem, to poczucie naturalności – to nie jest pachnidło standardowo męskie lub damskie (choć ma w sobie pewną szorstkość, chropowatość), to kompozycja bardzo organiczna pachnie ziemią, lasem, wodą, ziołami – naturą. Rzadko spotyka się tego rodzaju podejście do zapachu, szczególnie w perfumerii mainstremowej, a definiowanie świeżości nie poprzez temat cytrusów, a jakikolwiek inny – cóż, to prawdziwie unikalne.

Woda pachnie dość długo i ma dobrą projekcję. Jednak specyficzne ujecie tematu sprawiło, że nie stała się rynkowym przebojem. Niestety marka Miyake uznała w końcu, że nie ma sensu jej dalsza produkcja więc niedawno ją zakończyła. Na szczęście wciąż można bez większych problemów nabyć nowy flakon w  dość sensownej cenie (aczkolwiek do najtańszych nie należą).

Czy warto zapoznać się z L’Eau Bleue d’Issey Pour Homme? Zdecydowanie tak, pod warunkiem, że nie macie stereotypowego podejścia do perfum i lubicie pachnieć naturalnie.

Podobne: pomyślmy… pomyślmy jeszcze … i jeszcze…

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(-)
Trwałość: 4
Flakon: 3(+)
SOB: 4

Nuty:
umysł: rozmaryn, mandarynka, limonka, drzewo pomarańczowe,
serce: cyprys, imbir, jagody jałowca, różowy pieprz, lawenda,
baza: drzewo sandałowe, żywica bursztynowa, paczula, cedr, mech dębowy.

PS. Celowo pominąłem w recenzji wszelkie reminiscencje do „wersji podstawowej”. Bleue to osobny produkt i poza nazwą nie ma z poprzednikiem wiele wspólnego.

Reklamy

10 comments

  1. Zapach po prostu zniewalający, jestem jego ogromnym fanem, jak zresztą innych zapachów tej marki. A twoje recenzje są po prostu świetne, widać, że się do tego nadajesz i powinieneś to robić. Bardzo dobrze się je czyta i dużo można się dowiedzieć o wielu zapachach, chociaż oczywiście nic nie zastąpi osobiste przetestowania, ale twoje recenzje naprawdę dużo dają.

    1. Również bardzo doceniam kunszt Isseya, szkoda że większość tych dobrych perfum wcześniej czy później znika z rynku.
      A co do miłych słów, to cóż mogę powiedzieć? Dziękuję! 🙂

  2. Hej 🙂 Nie ma co, trzeba to otwarcie przyznac, nie znam nikogo drugiego, kto ma az tak wielki talent do pisania, ani nie czytalem nigdy nic tak swietnego, szczegolnie w sieci, która jest kolokwialnie piszac naładowana wszelkiego rodzaju chłamem oraz głupotą mającą wpływ na wiele osób 🙂 Pozdrawiam 🙂

    1. Dziękuję za miłe słowa 🙂
      Myślę jednak, że w sieci znaleźć można wiele bardzo wartościowych miejsc, a interesujących blogów nt perfum jest przynajmniej kilka.
      Jakby nie było wszystko jest kwestią gustu i cieszę się, że w Twój akurat swoim pisaniem trafiam 🙂

  3. Prawda, że to zacne perfumy? Chyba jedyny z „Issey’ów”, którego lubię i którego z chęcią noszę (pewnie ze względu na brak podobieństwa do reszty + wyraźnie wyczuwalny cyprys). Btw – poznałem je przez zupełny przypadek – zamawiałem coś w perfumerii internetowej i dołączono gratisową próbkę do zamówienia (wiosną 2007 jakoś). Pozdrawiam 🙂

    1. Rzeczywiście, bardzo zacne pachnidło. Myślę, że mocno niedocenione. Ale tak już jest z rzeczami wyróżniającymi się, albo tworzy się wokół nich legenda (rzadko) albo przepadają bez wieści, szerzej znane tylko pasjonatom.

  4. Oj zapach zdecydowanie nie dla mnie… Przyglądam się składowi i niestety, nie moje zapachy zupełnie. Ale każdy ma swoje własne ulubione zapachy… Ja lubię wszelkie cytrusowe zapachy… Ah, ileż bym dał też za jakieś męskie perfumy z delikatnym ale jednak przebijającym się zapachem zielonej herbaty…

    1. Cytrusów jest bardzo wiele – do wyboru do koloru. Co do zielonej herbaty, to w mainstreamie ciężko, natomiast można znaleźć w niszy. Z mainstreamu moge polecić Gucci II, L`Occitane en Provence The Vert, ewentualnie Bulgari pour homme Soir tudzież Voyage Hemesa (ale tu już mniej jednoznacznie). A! No i Sir Avebury Oriflame 🙂

  5. Świetna recenzja. Choć bardzo lubię wersję pierwotną, to flankiera omijałem szerokim łukiem myśląc, że skoro mam oryginał, to po co wydawać kasę na wariację. Teraz widzę, że że to był mój błąd. Chętnie przetestuję (kupowanie w ciemno wychodzi mi bokiem), pytanie tylko czy będzie gdzie, skoro produkcję Bleue zakończono. A „smaka” mam, bo 1. cytrusowe świeżaki niezbyt mi się podobają; 2. moje ulubione perfumy na lato (Prada Infusion de Vetiver) nie dosyć, że mi się kończą, to też nie są już produkowane. Jeszcze raz wielkie dzięki za inspirację. Zaczynam risercz w perfumeriach 🙂

    1. Zdecydowanie warto. Mam podobne podejście do flankerów, z reguły nie oferują kompletnie nic, jedynie żerując na marce wyrobionej przez oryginał. Akurat Blue jest pozytywnym wyjątkiem. Choć to zapach, który potrafi zaskoczyć, bo wyobrażałem go sobie zupełnie inaczej… Ale jest dobry 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s