Basi-a chłop v2.0

basiNie lubię testować kiepskich zapachów, bo zwyczajnie tracę czas, który mógłbym poświęcić na jakieś ciekawsze zajęcie. Rzecz w tym, że zanim psikniesz nie wiesz, jaki dżin czai się w środku butelki. Jedyna „zaleta” – z perspektywy blogera – marnych perfum, to fakt, że z reguły opisując je człek się nie napracuje – ot, zwyczajnie nie ma o czym pisać.

O pachnidle Armand Basi homme mówić wiele nie będę, szkoda na to czasu mojego i waszego. To po prostu kiepski zapach, zamknięty w równie kiepskim flakonie, do kupienia za kiepskie pieniądze. Pachnie to to okropnie syntetycznie i tanio, ciekawiej prezentują się niektóre wody z bierdonki. Wysilę nos, by skrobnąć słów kilka o „kompozycji”, która to „kompozycja” jest bardzo złożona i bezpośrednia niczym wywody Pudziana na temat filozofii egzystencjalnej (niczego nie ujmując Pudzianowi, oczywiście – to wina filozofii).
Na koncept zapachu składa się miks lawendy, cynamonu i tony słodyczy w postaci chemicznej wanilii i tonki. Gdzieś tam w tle pałętają się jakieś „dodatki”, które sprawiają, że aromat chybocze się w okolicach klimatu Body Kourosa ale w kwestii jakości i finezji jest lata świetlne za nim. Niewiele się zmienia w czasie, w zasadzie woń tylko słabnie, po trzech godzinach anorektycznej projekcji po „perfumach” nie ma śladu. Pachnidło jest całkowicie pozbawione przyrodzenia, w sumie to nawet nie uniseks ale wionieje wręcz kobieco – słodko, miło, „taka ze mnie fajna dziewczyna”. Brrr.

Nie wiem po co powstają tego rodzaju wynalazki? Za każdym razem, gdy wącham coś podobnego zadaję sobie to pytanie i mimo, że odpowiedź znam, to wciąż nie potrafię pojąć po jak bardzo pokręconych zwojach muszą krążyć neurony, by wpaść na pomysł, że da się na tym zarobić. Ba! I jeszcze pewnie zarobić! Być może do lubiących słodycze wszelkiej maści Basi(a) przemówi ludzkim głosem, ale do mnie bełkota w sposób całkowicie niezrozumiały.
Z litości nie obdaruję „miną” ale jest to barachło pod każdym względem.

Zaraz, zaraz…
A pamiętacie moją recenzję innego zapachu tej marki o – co ciekawe – tej samej nazwie Armand Basi homme? O ile tamte perfumy do czegoś się nadawały, to tych ani (wy)psikać ani wypić. Co jeszcze bardziej intrygujące tamta kompozycja powstała tuż po opisywanej – dokładnie w kolejnym roku, więc twórca (niejaki Jean-Pierre Bethouart) chyba zdawał sobie sprawę z gafy jaką strzelił (poprawiał nie kto inny ale sam Olivier Cresp)…

Podobne: klimat Body Kouros

Kompozycja: 2
Moc: 2
Trwałość: 2(-)
Flakon: 2(+)
SOB: 1(+)

Nuty:
Umysł: cynamon, lawenda, kardamon,
Serce: konwalia, fasola Tonka, lilak, kadzidło, gałka muszkatołowa,
Baza: wanilia, piżmo, cedr, drzewo sandałowe.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s