o tym jak robić, żeby za dobrze nie zrobić

IM_EHN_banner_598x437Obok wersji “extreme” i “parfum” drugą dominującą obecnie modą w perfumowym światku są specyfiki z dopiskiem “nuit” w nazwie. Mają one przekonywać swoim wyrazistym, wieczorowym charakterem częstokroć dodatkowo podkreślanym przez ciemną barwę flakonu. Dowcip polega na tym, że z reguły nie mają absolutnie nic wspólnego z wyrazistością, wieczorowością, nie wspominając już o czerni, których w tych specyfikach jak na lekarstwo z NFZ-u.
Czy Nuit d’Issey Issey Miyake jest w takim razie pozytywnym wyjątkiem?

Poza flakonem – wspólnym dla większości męskich kompozycji tej marki – perfumy nie starają się specjalnie nawiązywać do wielkiego “klasyka” pana Isseya Miyakiego, czyli nieśmiertelnego L’Eau. I dobrze, bo to w sumie zupełnie odmienna konstrukcja zapachowa, która praktycznie nie posiada punktów styku (choć mam wrażenie, że w kampanii reklamowej pojawiają się delikatne sugestie, co byśmy przypadkiem nie zapomnieli o proweniencji do wspomnianej “wody”).

Kompozycja składa się z dwóch części – delikatnie cytrusowego otwarcia, w którym kwaskawy grejpfrut próbuje przebić się przez dominujący następnie już praktycznie do samego końca akord skórzano-hebanowy, przy czym mój nos zdecydowanie bardziej skupia się na hebanie. Specyficzne to drzewo, przynajmniej w wykonaniu pana Isseya – wytrawne, lekko mdłe, z taką dziwną kwaśnością… Właśnie, nie tylko nie jest słodko, ba! to nawet nie jest wytrawność w pełni tego słowa znaczeniu ale jakiś taki dziwny kwaskawy posmak, który świdruje w nosie przez cały czas, aż do końca prawie, kiedy to wreszcie opada za sprawą cichutkiej wetywerii (ale takiej zaledwie muskającej nosek…) Skóra? Torebka damska, względnie nowa, nienachalna – bez zawartości. I tyle. Czy to ciekawe? Hm… na swój sposób. Czy ładne? Ponownie – hmm…, bo trudno powiedzieć.

Podstawowe pytanie “jak to pachnie” – w wypadku Nuit sprowadza nieco niejasną odpowiedź. Z jednej strony na pewno dobrze… Z drugiej jednak – pozostaje niedosyt. Szkoda bowiem, że twórca nie poszedł o krok dalej, że nie nadał całości większej wyrazistości, mocy, że nie pozwolił sobie na odrobinę choć szaleństwa. Epilog w postaci wnoszącej co nieco bazy, mógłby ożywić całość i zwieńczyć dzieło. A tak? Mówić możemy co najwyżej o solidnym rzemiośle i niczym więcej niestety. No właśnież – projekcja zawodzi – jest zbyt cicho i spokojnie, o tym wspomniałem. A trwałość? Ta także nie zachwyca – 6-7h, to maksimum, które udało mi się uzyskać – słabo. Szczerze mówiąc perfumy sprawiają wrażenie, jakby przeszły reformulację, a przecież dopiero co (2014) debiutowały na rynku! Być może producent dostrzegł mankamenty wersji edt i spróbował je naprawić w niedawno wydanym pachnidłem w konsystencji edp (a może po prostu uległ modzie – ?) ale przecież recenzja dotyczy wody toaletowej, więc wrażenie niedostatku pozostaje. Żeby być sprawiedliwym dodam jeszcze, że woń jest dość naturalna i nie zapodaje tanią chemią. Mimo wszystko udało się także zachować obiecany nazwą wieczorowy charakter wody.

Krótko – Nuit d’Issey Issey Miyake, to przyzwoite perfumy trzymające pewien solidny poziom. Niestety ich braki mocno obniżają ogólną wartość kreacji zapachowej. To przykład ewidentnie niewykorzystanego potencjału i dostosowania do współczesnych standardów. Niestety, przykład negatywny.

Podobne: w mainstreamie? hmm… niektóre „przyprawowce”

Kompozycja: 4
Moc: 3(-)
Trwałość: 3(+)
Flakon: 4
SOB: 3(+)

Nuty:
Umysł: grejpfrut, bergamotka,
Serce: przyprawy, pieprz, skóra, wetyweria, nuty drzew,
Baza: heban, bób tonka, kadzidło, paczula.

Spot? Ma swój klimat, jednak w moim odczuciu nie do końca trafia. Ani tu wody, ani świeżości tak rozumianej… chyba niepotrzebne nawiązania do klasyka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s