La Yuqawam vs Eau de Nuit – gong!

yuqawamarmani

 

Dziś przed wami staje dwóch zawodników wagi… chyba odmiennej, choć obaj starają się być jak mogą mocnymi, męskimi kompozycjami – nie tylko wieczorowymi ale z przeznaczeniem także na chłodniejsze dni. Obaj mają do zaoferowania swoje atuty, który okaże się lepszy przekonamy się już za chwilę. Pannice i Panocki – w lewym narożniku Rasasi La Yuqawam homme, do prawego wskakuje właśnie Armani Eau de Nuit.

Runda I – Kompozycja.
Oba produkty podejmują zupełnie różne tematy zapachowe. Łączy ich wieczorowo-chłodna predestynacja, dzieli wszystko inne.
La Yuqawam, to kompozycja bardzo rozbudowana, zmienna i niezwykle intrygująca. Już od pierwszego akordu otwarcia obiecuje coś niezwykłego. Rzeczywiście, jej ziemisty, roślinny i mineralny zarazem klimat przywołuje skojarzenia, które trudno rozproszyć w umyśle. Jakie? Pachnie skórą, świeżą, intensywną, nieznoszoną – to na pewno, pachnie nią od początku do końca. Ale skóra to nie wszystko. Początkowo, czuć słodkawy akcent (malina), który z czasem opada, zamiast tego do głosu jeszcze mocniej dochodzi wspomniany akord „mineralno-roślinny”, który długo świdruje w nosie. Wreszcie, gdy woń osiądzie na skórze i się na niej rozgości na dobre, przez długie godziny pieści nos ciepłym, drzewno-zamszowym akordem bazy, pozbawionym słodyczy ale niezwykle gładkim, przyjemnym dla nosa. Dzieje się dużo – kompozycja, to mocny atut Yuqawam – 3 punkty.

Eau de Nuit, prezentuje całkowicie odmienne podejście do tematu – to perfumy słodkie, oparte o sprawdzony schemat przyprawowo-kwiatowego słodziaka, bardzo mocno opartego na dominującym akordzie bobu tonka. Otwiera się klasyczną, świeżą lekko świdrującą nutką pieprzowo-bergamotkową, popularny miks który z pewnością przyciągnie uwagę, jednak sam w sobie mocno wtórny. Dalej mamy esencję kwiatowo-przyprawową, w której żaden ze składników nie dominuje, a to co dociera do nosa tworzy słodki, przyjemny sos przypominający nieco szampon. Przez cały czas jest równie słodko, udaje się także utrzymać względną świeżość, kompozycja nie przytłacza. W bazie w zasadzie kontynuowany jest wcześniejszy akord, tyle tylko że ze znacznie mniejszą intensywnością. Kompozycja Eau de Nuit opiera się na sprawdzonych schematach – niczym nie zaskakuje, jeśli wąchaliście inne wieczorowe perfumy, to na pewno wąchaliście też tą. Wadą kompozycji jest jej powierzchowność, to niestety bardzo płaski zapach, który po pierwszym użyciu już niczym nie zaskoczy. Niemniej nie jest źle, utrzymany jest pewien poziom – 1,5 punktu.

Runda II – Oryginalność.
Ani jedne ani drugie perfumy nie są oryginalne. W obu przypadkach czuć ewidentne inspiracje i zapożyczenia. Różnica jest istotna – La Yuqawam czerpie z jednej kompozycji – Tom Ford Tuscan Leather, ponieważ jednak robi to dobrze (podobnie jak np. Red Vetyver z Terre), równocześnie posiadając piękną kompozycję i głębię razi to znacznie mniej, niż w przypadku Eau de Nuit. Dodatkowo jeśli nie mieliście przyjemności ze wspomnianym Fordem, to z pewnością Rasasi odbierzecie jako coś nowego.
Eau de Nuit jest znacznie bardziej wtórny, ponieważ zżyna z wszystkiego, co do tej pory spotkać można na półkach perfumerii selektywnych, robi to w sposób dość bezczelny i niepohamowany i wymienić mogę co najmniej kilka bardzo podobnych zapachów (i niekoniecznie będą to Dior homme czy Lanvin Avantgarde – równie wiele jest tu z Bogart ph, Dali Black Sun czy Bugatti Design&Motion). Krótko mówiąc mamy do czynienia dwiema skrajnie odmiennymi sytuacjami: pozytywną inspiracją, która w efekcie daje (jeśli nie zupełnie nową, to przynajmniej) dobrą jakość i schematycznym kopiowaniem, z którego rodzi się kolejny schemat.
La Yuqawam – 1,5 punktu, Eau de Nuit – 0 punktów.

Runda III – Jakość.
Tutaj sprawa jest bardzo prosta. Yuqawam pachnie intensywnie, naturalnie jest nasycony a wciągając powietrze w płuca i zamykając oczy, miałem wrażenie jakbym szurał nosem po wilgotnych skałach obrośniętych mchem. Taki (lub podobny) efekt powinny dawać naturalnie pachnące, dobrej jakości perfumy.
Eau de Nuit, niestety prezentuje w tym zakresie wszystkie wady współczesnej perfumerii mainstremowej. Pachnie dość syntetycznie, sztucznie i choć nie przekracza granicy, za którą dumnie stoi płyn do mycia naczyń, to jednak nie cieszy nosa. Zamykając oczy jedyne skojarzenie jakie mi się nasuwa, to perfumeria na D. czy S., w której już od wejścia atakuje kakofonia wymieszanych woni przeróżnych. Nie jest to miłe. Również anturaż wypada na korzyść Rasasi – dostajemy elegancko wykonany flakon, w drewnianym opakowaniu – nie ma wątpliwości, że to produkt luksusowy. Armani – jest ok ale z pewnością płacąc kilkaset złotych człowiek oczekuje odrobiny więcej poczucia „wyjątkowości”, niż tylko to co oferują nadskakujące panie we wspomnianych perfumeriach czy dodatkowa próbka.
La Yuqawam – 3 punkty, Eau de Nuit – 1 punkt.

Runda IV – Parametry użytkowe.
La Yuqawam, to prawdziwy mocarz. Pachnie nie tylko bardzo długo (ponad 12 godzin) ale także mocno projektuje ciągnąc za sobą aromatyczny ogon. Jedne z lepszych perfum w tej kwestii, jakie w ostatnim czasie spotkałem.
Eau de Nuit, w tej kategorii nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Wypada dokładnie w środku tego co obecnie prezentuje mainstreamowy przemysł perfumeryjny. Trwałość dość mizerna na poziomie 5-7 godzin, niezbyt również intensywny jest sam zapach. Obawiam się, że jak na perfumy „wieczorowe”, jest tu nieco zbyt anemicznie. Oczywiście zawsze można zwiększyć aplikację, niemniej to połowiczne rozwiązanie problemu.
La Yuqawam – 3 punkty, Eau de Nuit – 1 punkt.

Runda V – Flakon.
Jeśli chodzi o Rasasi, to produkt ma wiele do zaoferowania w tej materii. Flakon wykonany jest z grubego szkła, z drewnianym korkiem i prezentuje się w sposób bardzo elegancki. Brąz, w który jest obleczony z jednej strony podkreśla jego styl, z drugiej zawiązuje do samej kompozycji (skóra). Dodatkowo dostajemy szykowne drewniane pudełko z magnetycznym korkiem. Nie ma wątpliwości, że to produkt luksusowy, czyli dostajemy dokładnie to za co płacimy. Armani również trzyma poziom, aczkolwiek poza klasycznym ciemnym flakonem, nawiązującym do lat 80. dodatkowo ozdobionym plastikową, srerbną ramką w dolnej jego części (i w okolicach korka) trudno znaleźć tu jakieś szczególne wyróżniki. Jest ok – po prostu i nic więcej w dodatku nie widzę relacji woni do flakonu.
La Yuqawam – 3 punkty, Eau de Nuit – 1 punkt.

Runda VI – Ring Wolny.
W tym miejscu wypada wspomnieć o dwóch rzeczach, które nie znalazły swojego miejsca we wcześniejszych kategoriach. Pierwsza kwestia dotyczy kompozycyjnych zaskoczeń, które spotkały mnie obcując z produktem Rasasi. Otóż, po kilku godzinach noszenia potrafił on wykonać nagły zwrot i uraczyć nos czymś zupełnie nowym, czego wcześniej (ani później) nie było. Taka zmienność zapachu, to cecha bardzo sympatyczna równocześnie dotyka tylko dobrych perfum, bo jedynie złożone i ciekawe kompozycje potrafią z siebie wydobyć więcej i zaskakiwać przez dłuższy czas. Druga rzecz dotyczy cen obu produktów – w perfumeriach internetowych ceny są zbliżone, Armani jest nieco tańszy i otrzymujemy większy flakon, natomiast w perfumeriach stacjonarnych to Nuit jest droższy. Na plus Armaniego – nijaki ale jednak jest – spot reklamowy. Dodatkowe punkty w tej rundzie wyglądają następująco:
La Yuqawam – 1 punkt, Eau de Nuit – 1 punkt.

Werdykt.
Rasasi La Yuqawam homme – 14,5 punktu

Armani Eau de Nuit homme – 5,5 punktu
Myślę, że nie trzeba tego komentować – zwycięzca jest oczywisty. Krótkim słowem podsumowania rzeknę, iż nawet biorąc pod uwagę, że to dwie bardzo różne kompozycje zapachowe, adresowane do mocno odmiennego odbiorcy, to jeśli tylko szukacie intrygującego, niebanalnego zapachu z klasą na wieczór i chłodne dni, to zdecydowanie La Yuqawam będzie lepszym wyborem. Choć oczywiście nie dla wszystkich. Armani, to bowiem perfumy dla wszystkich, Rasasi – dla każdego – w tych dwóch słowach tkwi jakościowa różnica 😉

Nuty
Rasasi
umysł: tymianek, szafran, malina,
serce: olibanum, dzięgiel, jaśmin,
baza: skóra, zamsz, nuty drzewne, żywica bursztynowa.

Armani
umysł: różowy pieprz, bergamotka,
serce: kardamon, gałka muszkatołowa, heliotrop, irys,
baza: fasola tonka, bursztyn, cedr.

Wspomniany spot Armaniego:

Reklamy

2 comments

  1. Wprawdzie z żadnym z tych zapachów nie miałem bezpośrednio do czynienia ale jakiś czas temu czytałem recenzje na jego temat, i chyba zaraz po wczorajszej zapowiedzi znałem wynik.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s