Rogera i Galleta niedrewaniane „pomarańcze”

Ultrafemme_BoisDOrange_August2010Nie wiem czy marka Roger&Gallet to nisza, czy też tylko butique. Przywoływanie ponad 150 letniej historii zobowiązuje i jakkolwiek z reguły na marketingu się kończy, to zawsze pozostaje nimb mistyki i tajemniczości, którym kochają otaczać się wszystkie pracownie marketingu na świecie.

„Whatever”, jak mawiają nasi anglojęzyczni przyjaciele, bo wszystko to weryfikuje ostateczna jakość produktu. A ta w przypadku Bois d’Orange stoi na wysokim poziomie. Chyba zacząć należy od tego, że do czynienia mamy z wodą w wersji „Eau Fraiche”, czyli de facto mgiełką co imputuje subtelny i odświeżający charakter pachnidła. I to się zgadza, bo Bois d’Orange pachnie mniej więcej 4-5 godzin, czyli tyle ile tego rodzaju pachnidło pachnieć powinno, jednakowoż jest w tym czasie całkiem przyjemnie wyczuwalne zarówno dla nosa właściciela jak i otoczenia. Innym istotnym parametrem jest jakość użytej chemii i ta również jest bardzo dobra – aromat jest intensywny, bardzo naturalny i mocno przypomina rzeczywisty zapach mandarynki, oczywiście z uwzględnieniem jednak perfumeryjnego charakteru całości.

Kompozycja, mimo swej prostoty, to wszakże eliksir czysto konceptualny – jest ładna, dobrze zbalansowana i ogólnie odwdzięcza się samymi pozytywnymi wrażeniami. Warunek do jej akceptacji jest jeden – musicie lubić wonie silnie cytrusowe, a mandarynkę w szczególności na tym owocu bowiem Roger&Gallet oparł swój pomysł na zapach. Ja nie przepadam, a mimo to Bois przemówiło do mojego poczucia estetyki. Od pierwszego zaciągnięcia czuć ją (mandarynkę, a co myśleliście – żelki w spraju?) najbardziej, z początku wzbogacona o ziołowy posmak werbeny, później podkreślony przez kwiat pomarańczy (na szczęście w wersji „kwiatowej” właśnie, a nie syntetycznie-napastliwej, znanej z większości perfum), finiszuje zwiewną niby-drzewną bazą – „niby”, bo w praktyce sprowadza się to do ocieplenia a  poprzez ambrę nadaje także odrobinę specyficznie, ambrowo-mdławego aromatu (w przyjemny sposób, żeby nie było że nie jest). Oczywiście mówię o niuansach, bo i tak dla większości będzie to po prostu słodki, świeży, owocowy zapach.

Prostota bywa urocza. Właśnie to określenie najlepiej charakteryzuje perfumy Bois d’Orange marki Roger&Gallet. Nieskomplikowane, sympatyczne, jasne i pozytywne.  Nie pachną długo (ale też i dużo nie kosztują), to prawdziwy uniseks ale warto się nimi zainteresować – wiosną rozjaśnią każdy dzień.
Podobają mi się.

Podobne: Miller Harris Fleurs de Bois, Clinic Happy, Eau D`Orange Verte Hermes

Kompozycja: 4
Moc: 3
Trwałość: 3(+)
Flakon: 4(+)
SOB: 4(+)

Nuty
umysł: mandarynka, bazylia, werbena,
serce: neroli, kwiat pomarańczy,
baza: ambra, cedr, drzewo różane.

A poniżej ciekawostka, niby spot promocyjny a bardzo wysmakowany z artystycznym zacięciem, równocześnie bez napinki. W dodatku świetnie koresponduje z samym zapachem. No proszę jaka niespodzianka!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s