Plaskacz!

joopStosunek do zapachów morskich, świeżych i cytrusowych mam – przerywany, przy czym aborcję przeprowadzałbym w tym wypadku przed użyciem. Nie lubię ich, ot!
Testy tego rodzaju woni zawsze napawają mnie pewnym uprzedzeniem, z którym radzę sobie na różne sposoby. A to odwołuję się do poczucia obiektywizmu blogerskiego („Ty, no weź nie p… opisz to porządnie!„), a to unikam informacji o perfumach wcześniej („hmmm, ciekawe co to…?”), a to zwyczajnie jadę na miszcza („ja nie dam rady, ja nie dam?! Kaaaazeeeek!”). A poważniej, po prostu wącham i piszę co myślę.

Joop! Splash dokładnie mieści się we wspomnianych kategoriach – jest to zapach świeży, morski i owocowy. I równocześnie zupełnie przyzwoity jest.
Kompozycja opiera się na jednym wiodącym akordzie, połączeniu owocu śliwki kazuarowej z nutami morskimi. Czym jest ta śliwka? Też nie wiedziałem, a okazuje się, że to tropikalny owoc rosnący m.in. w Australii. Jego zapach jest bardzo specyficzny, niepodobny do znanych nam cytrusów, lekko kwaskawy (choć generalnie Splash jest słodki), mocno aromatyczny i nieco „zakręcony”. Pachnie trochę tropikiem, ale gdzieś tam w tle pobrzmiewa echo bardziej znanych nam owoców (gdy nosa nadstawić – może mandarynka może coś innego). Główny akord jest świeży i orzeźwiający i jak wspomniałem dominuje nad kompozycją. Zmiany następują dość szybko aczkolwiek są niewielkie. Główna polega na tym, że wraz z czasem pierwotne wrażenie świeżości umyka, a zamiast niego do nosa dociera lekko kremowe rozwinięcie, które szczytuje w (cichej dodam) bazie, trudno ją nazwać „drzewną” niemniej w taki klimat próbuje się wpasować aromat. Nie czuję ani kardamonu (no może odrobinkę), ani labdanum.

Pachnidło zachowuje się jak na rasowego świeżowca przystało – 5-6 godzin trwa na skórze, z początku intensywnie dając odświeżającym vibem po nosie, projektując niezbyt może obficie ale wystarczająco jak na ten rodzaj perfum. Trudno się czepiać. Flakon…. kwestia gustu – w dłoni trzyma się nieźle, a prostota z reguły się sprawdza. Nie jest to dzieło sztuki ale zastrzeżeń większych mieć nie można. Cena też nie przyprawia o ból jelita, więc także aspekt ekonomiczny nie zawodzi.

Podsumowując krótko, Joop! Splash, to przyjemne, świeże perfumy w zasadzie dla każdego. Bez znaczenia: płeć, wiek, strój czy rodzaj wykonywanej pracy – to po prostu uniwersalny zapach na ciepłe dni, pozbawiony ideologicznego przesłania. Jeśli się spodoba – warto kupić, jeśli nie – nie warto. Czy mi się podoba? Nie, bo jak już wspomniałem, to zupełnie nie moje rejony zapachowe, a świeżość preferuję w zupełnie innym wydaniu, co nie zmienia faktu że polecić mogę. I jeszcze jedno – fragrantica definiuje to pachnidło jako wodno-drzewne, w mojej opinii to zapach wodno-owocowy.

Podobne: Bulgari Aqua Amara.

Kompozycja: 3(+)
Moc: 3(+)
Trwałość: 3(+)
Flakon: 4
SOB: 3(+)

Nuty:
umysł: kolendra, śliwka kazuarowa,
serce: woda morska, kardamon,
baza: labdanum, sandałowiec, cedr.

PS. Adwert? Bardzo prosty, wręcz banalny, ale wbrew temu – nie razi. I myślę, że całkiem nieźle koresponduje z zapachem, choć przyznam, że wzbudza we mnie trochę dziwne odczucie… Jednak wolałbym się umyć 😉

Advertisements

7 comments

  1. Mnie plakat reklamowy przypomina kadr z jakiegoś pornosa, coś w stylu:

    – rura mi się zapchała, panie majster
    – przepcham, oj przepcham pani każdą rurę!

    [przepraszam]

    XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s