krzyk razy siła do potęgi 11

laforceZ Antologią D&G spotkałem się kilkukrotnie. Do tej pory nie wiem jaki był szczególny zamysł producenta wypuszczania na rynek serii zapachów typu uniseks, nie wyróżniających się w niczym, o przeciętnych parametrach użytkowych i generalnie wpisujących się w mainstreamowe mielizny ale chyba nie pochłania mnie to pytanie przesadnie..?

La Force 11 przynajmniej w nazwie sugeruje spotkanie z mocą. Nazwa równie tajemnicza co bezsensowna, bo żadnej siły tu nie doświadczycie. Zaznacie za to kontaktu z prostą, waniliową ulepką, opartą na intensywnej kwiatowej słodyczy heliotropu i początkowo wyrazistym aczkolwiek mocno syntetycznym kardamonie. Przypraw tu jak na lekarstwo, mimo wymienionych w składzie cynamonu, muszkatu a nawet kminku, to jeśli w ogóle się pojawiają, to chyba tylko jako odległe tło kłębiące się gdzieś w umyśle kreatora jako zamysł niż konkretny akord czy nuta. Ogólny feeling kremu budyniowego, który ktoś oblał perfumami (słodycz ciągnie bardziej od kwiatów niż wanilii, która nie ma spożywczego charakteru) i posypał niewielką szczyptą przesuszonych ale już zwietrzałych przypraw, to dominujące wrażenie. Jeśli coś się zmienia z czasem, to budyń przemienia się w bardziej suche i pyliste „coś”, jakby go ktoś odparował – jednak nawet wtedy nie jest to woń przyprawowa. Na pewno jest natomiast wtórna i nużąca. Ogółem nieciekawie i w dodatku zdecydowanie kobieco, żaden to uniseks.

Jak wspomniałem przeciętnie jest także pod względem parametrów użytkowych – moc przeciętna, żeby nie rzec słaba. Trwałość? Nie jest źle ale cóż z tego skoro przy anemiczności projekcji szybko przestajemy cokolwiek czuć. Pod względem jakości użytej chemii jest miernie – to co oferuje obecnie selektywna półka, czyli syntetyczne aromaty, których nikt posiadający nos nie pomyli z prawdziwym zapachem kwiatów czy przypraw. Z drugiej strony to „współczesna perfumeria”, czyli kreujemy „nowe” zapachy luźno związane z pierwotnym kanonem opartym na naturalnych ingrediencjach. Najlepszym elementem anturażu tego pachnidła jest minimalistyczny flakon – nie zachwyca ale jest ok.

Podsumowując – La Force 11 D&G Anthology, to pachnidło jedno z tych wielu, które gdyby tylko nie powstało, byłoby ciekawszym niewydarzeniem, niż jego obecne istnienie.

Podobne: większość niespożywczych waniliowców na półkach stacjonarnych perfumerii.

Kompozycja: 3(-)
Moc: 3(-)
Trwałość: 3(+)
Flakon: 3(+)
SOB: 2(+)

Nuty:
umysł: kardamon, cynamon, papryczka pimento,
serce: gałka muszkatołowa, heliotrop, cyprys,
baza: drzewo sandałowe, wanilia, kminek.

Reklamy

4 comments

  1. Nie znam ani jednego zapachu z tej serii i jakoś wcale nie żałuję… a mogło być tak fajnie – inspiracja Tarotem, magia, mrok i te sprawy (no ale czego się spodziewać po D&G i ich zamiłowaniu do taniego blichtru?). Pozdrawiam 🙂

    1. Hahaha, tarot, mrok itp – testując te perfumy nawet nie zwróciłem uwagi na marketing, bo w przypadku tego zapachu, to zwyczajny bełkot. Mroku w nim tyle ile beczce miodu a z tarota, to chyba używa go pani wróżka do swych gusełów 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s