Martin Dejdar Day Dee EDP

dej da di!

dejO, proszę! Zapach o którym nigdy wcześniej nie słyszałem, marka zupełnie wiedzy obca, cena jeszcze w normie utrzymana a zaskoczenie całkiem spore. Pozytywne dodam od razu, co by niejasności nie produkować i niepewności w sercach waszych przeogromnych (zmiany miażdżycowe niosących) nie zasiewać.

Martin Dejdar Day Dee EDP, bo tak brzmi pełna nazwa owychż perfum, to całkiem przyjemne zjawisko zapachowe. Nie nie, nie spodziewajcie się nowych lądów oflaktorycznych odkrywania, nie spotka was tu także zaskoczenie jakościowe na miarę legendarnego „haszyszu”, który z mitycznych tybetańskich jeżozwierzy pozyskuje producent kultowego ciarnego Afgańczyka. Za to dostaniecie kawałek solidnego, męskiego (co istotne, bo w naszym silnie androgenicznym społeczeństwie europejskim coraz rzadsze), eleganckiego zapachu.

No więc pytanie najistotniejsze – jak to pachnie, panie Julianie? Ano dobrze. Owocami słodkimi zapodaje aromatycznymi wielce ale bynajmniej – nie przesłodzonymi, a to dzięki lekko kolońskiemu sznytowi całości. Do tego szczypta (ale tylko niewielka taka, ot) przyprawek (kardamon) i mamy gotowy przepis na ciekawą i ładną kompozycję. Że już było? A pewnie! Toć z reguły nie wychodzi, to jakoś specjalnie przekonująco – tu wyszło,  rzekł bym nawet, iże wyszedło! Przypomina mi co prawda kilka bardziej znanych i mniej znanych perfum i wam pewnie reminescencje jakoweś na myśl przyjdą ale celowo nie podaję, żeby każdy jeden (i jedna też) miał/a radość z odkrywania 😉 Aromat prosty, klasyczny, szykowny całkiem idealnie do pracy, biura się nadający – podkreślam jednak, że dla facetów, takich klasycznie męskich, modne ostatnio pazie przypominające swoje partnerki, bardziej od nich samych zresztą – niekoniecznie sprawnie się odnajdą w tej woni. Aromat nie ewoluuje przesadnie, oferując raczej liniowy zapach ale nie męczy i ma w sobie pewną dozę przestronności, a być może nawet lekkości swoistej.

Trzyma się za to bardzo dobrze, w zasadzie cały dzień i nie ma wątpliwości, że pachnie się siebie ten – w końcu to udeparfum. No i ten flakon – prosty, kanciasty ale klasą zapodający na całego, ładny jest, ot! Mi się Martin podoba wyjątkowo, a to dla klasycznie męskich perfum komplement jak w pysk strzelił. Dodam jeszcze, że nie jest to klasyka w stylu lat 80. ale bardziej tych wczesnych 90., czyli wciąż nieprzegięta a przynajmniej złudzeń nie pozostawiająca.

Zdecydowanie polecam.
Choć to nic odkrywczego, nic specjalnego i w ogóle nic, to pachnie fajnie i sprawia frajdę.

Podobne: a zgadnijcie sami? 😛

Kompozycja: 4
Moc: 4
Trwałość: 4(+)
Flakon: 5(-)
SOB: 4(+)

Nuty
Umysł
: kardamon, rozmaryn, skórka cytrynowa,
Serce: drzewo różane, liście jaśminu,
Baza: mech dębowy, wetiweria, piżmo.

Reklamy