orient

znakomicie!

alharamainSięgając po „arabskie”, „orientalne” perfumy z reguły doskonale wiem, czego się spodziewać. Dostępne u  nas marki takie jak Rasasi, Al Haramain czy Dirham świetnie odnalazły się na dość wybrednym europejskim rynku i adaptując to co najlepsze u siebie, równocześnie wpisały się w potrzeby i oczekiwania lokalnych konsumentów. Na co więc możemy liczyć kupując „araba”? Na pewno na doskonałe parametry, których często brakuje rodzimym perfumom – zarówno trwałość jak i projekcja są co najmniej dobre najczęściej bardzo dobre a nierzadko rewelacyjne. Ogólna jakość pachnideł również mieści się w tej skali – nie spotkałem jeszcze produktów tych firm, które nie byłby co najmniej dobre. No i najważniejsze – zapach. Tutaj dostajemy wyraziste, słodkie, intensywne wonie przesiąknięte bogatym, orientalnym sznytem. Warto zauważyć, że w tej kwestii marki te bardzo zręcznie łączą swoje olfaktoryczne doświadczenia (a te na wschodzie są wyjątkowo bogate i mają długą, choć zupełnie różną od naszej tradycję) z tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, a równocześnie wychodzą nieco do przodu, dzięki czemu europejski klient sięgając po perfumy np. Al Haramain może się poczuć wyjątkowo, jakby się zanurzał w zupełnie innym świecie, mimo że jest to świat dość mocno dla niego „spreparowany”. Nie zostanie przytłoczony a jest spora szansa, że odkryje coś zupełnie nowego. Pewną wadą tego trendu jest fakt, że kolejne zapachy stają się jednak do siebie podobne i coraz trudniej wychwycić wyjątkowość, choć być może tak to wygląda tylko z perspektywy osoby, która wącha naprawdę sporo.

W zasadzie wstęp dokładnie wyczerpuje opis dzisiejszego bohatera a mianowicie perfum Al Haramain Excellent Men. Żeby się nie powtarzać, powiem że to woń niezwykle bogata, słodka i pięknie się rozwijająca. W spisie nut znajdziecie w zasadzie wszystko. Zapach jest upojny, intensywny, ciepły a równocześnie nieprzytłaczający. W zakresie poprawnej kompozycji europejskie „nosy” mogły by się sporo nauczyć od arabskich kolegów.
Czym pachnie Excellent? Hmm… ogólnie tworzy ciepłą, aromatyczną zupkę zapachową, z której co chwilę wyskakują pojedyncze składniki docierające do nosa i ponownie opadające do wspólnego wywaru. Jest tu więc na pewno wyraźna, choć lekka i przyjemna róża, niewątpliwie kardamon i kwiaty. Sporo drzew, wedle spisu chyba większość ale te akurat raczej się zlewają, nadając całości ciepła i posmaku. Nawet subtelny posmak oudu, gdzieś się pojawia (ale nie jest to zapach oparty o oud). Podejrzewam, że każdy kto powącha tych perfum wyczuje nieco inne rzeczy, wynika to z ich bogactwa w kompozycji i faktu, że każdy ma indywidualnie skalibrowany zmysł powonienia. Nie rozpisując się za wielce powiem wam, że Excellent pachnie bardzo ładnie – bez udziwnień, myślę że to uniseks z delikatnym przechyłem na męską stronę ale panie mogą po niego sięgnać bez żadnych rozterek.

Parametry również takie jak opisane we wstępie – trwałość ponad 12 godzin, projekcja wypełniająca aromatem pokój, no życzyć sobie więcej takich. A do tego cena, która pokazuje jak bardzo oszukują swoich klientów renomowani, europejscy producenci – i to nie tylko samym zawyżaniem cen ale też sprzedażą fatalnej jakości produktów, o beznadziejnej kompozycji – zwyczajnych knotów.

Jeszcze kilka lat temu zakochałbym się w tej kompozycji i na pewno ją kupił. Dziś szukam w perfumach czego innego ale wam serdecznie polecam!

Podobne: inne orientalne, raczej nie-oudowe „araby” z tej kategorii zapachowej

Kompozycja: 4(+)
Moc: 5
Trwałość: 6(-)
Flakon: 3(+)
SOB: 4

Nuty
Umysł: róża, geranium, aksamitka, hibiskus, czarna porzeczka, marakuja,
Serce: róża, szafran, kolendra, imbir, biały pieprz, kardamon, cypriol (czyli papirus), oud, paczula,
Baza: ambra, mahoń, sandałowiec, heban, gwajak, paczula, cedr, piżmo.

Experiment Ep. 4 – Jubileuszowy

jubilationI powoli dotarliśmy do półmetku naszego testu, który przekraczamy razem z ostatnia próbką Amouage – Jubilation XXV for Men. O tym zapachu wiedziałem jedynie, że jest „bogaty” i to się potwierdziło, bo Jubilation to jeden z najbardziej złożonych zapachów jakie poznałem. Pachnie niezwykle, zmienia się, często zaskakując nosiciela czymś nowym. Całość kompozycji utrzymana jest w klimacie orientalnym (wedle klasyfikacji to orientalne – fougere) z całym jego przepychem, olbrzymią ilością przypraw, słodyczą. W przeciwieństwie do wielu innych pachnideł z tej kategorii Amouage jest mistrzowsko skonstruowany, harmonijny i wyważony. Nic się tu nie narzuca, nie przytłacza, nie dominuje – tak jakby każdy składnik miał do odegrania swoją rolę. To odczucia, ale właśnie takie wywołuje we mnie ten aromat – odbieram go w kolorze brązowym.

Sama kompozycja bardzo ładnie ewoluuje, aczkolwiek zamiast klasycznych trzech nut jest tu więcej akordów, które wraz z czasem dochodzą do głosu. Po początkowych przyprawach z wyraźną porzeczką, nadającą delikatnej słodyczy, następnie czułem coś do złudzenia przypominającego tytoń lub tabakę (nie ma ich w składzie),  były też drzewa (gwajak) i gęsty, balsamiczny klimat, a jakby tego jeszcze było mało mirra i kadzidło i…
Pojawił się problem. Wedle wszystkich opinii jakie przeczytałem na temat Jubilata, konfrontując swoje problemowe wrażenia z wrażeniami innych osób, jest on zapachem niezwykle trwałym. W takim razie dlaczego na mnie pachnie w porywach 6 godzin, a czuję go względnie intensywnie przez ok. 3? Nie znalazłem logicznego wytłumaczenia tego faktu. Próbka zdaje się być w porządku, od otwarcia projekcja jest na dobrym poziomie, tyle tylko że wszystko to dzieje się wciągu tych zaledwie 3-4 godzin i sprawia wrażenie, jakby ktoś te perfumy „przyspieszył”. Być może to kwestia chemii skóry, która nie zgrała z molekułami pachnidła? Nie wiem. Ponieważ jednak fakt jest faktem w zdecydowany sposób wpływa to na moją ocenę i postrzeganie tej wody.

Do ostatniej chwili miałem dylemat jak ocenić Jubilation? Świetna, klasyczna kompozycja dla mężczyzn, typowo wieczorowa, sącząca się bogactwem, które znika po 4-5 godzinach, nie gaśnie nagle ale wycisza się i rozpływa…
Oceńcie sami, z pewnością warto sięgnąć po te perfumy.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(-)
 Trwałość: 3(-)
Flakon: 5
SOB: 3(+)

umysł: labdanum, kolendra, pomarańcza, dawana, kadzidło, czarna porzeczka
serce: miód, liść laurowy, cynamon, orchidea, róża, goździki, nasiona selera, drzewo gwajakowe
baza: paczula, oponaks, mirra, drzewo cedrowe z gór Atlas, piżmo, mech, ambra, drzewo aloesowe, nieśmiertelnik

PS. Miał być film reklamowy ale nie będzie, ponieważ „Ten film zawiera treść od partnera EMI, który zablokował go w twoim kraju na mocy praw autorskich”. Wielka jest moc praw autorskich, a zarazem niezwykle zachęcająca do piractwa. Jak każda wielka głupota.

opium dla mas

A konkretnie legendarne Opium od Yves Saint Laurent (woda perfumowana), udało mi się ostatnio przewąchać i przetestować. Jakkolwiek nie jestem fanem kompozycji orientalnych, a moje spotkania z takowymi prawie zawsze kończyły się kraksą (Jaipur), to ze spokojem i oczekiwaniem czegoś dobrego (legendzie wypada) przystąpiłem do wąchania.

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w nos, to wielka intensywność aromatu – przy dobrej aplikacji, bez problemu będziecie pozostawiać za sobą daleko ciągnący się, pachnący woal. Przy perfumach orientalnych jest to pewien standard, ich bogactwo wymusza niejako dobrą projekcję, niemniej zasługuje to na uznanie. Skoro dotknęliśmy sfery technicznej już na wstępnie, to powiem że trwałość również jest dobra i dochodzi do 7-8 godzin. Ta strona medalu nie zawodzi.

Kompozycja opiera się na kilku składnikach, i osobiście mój nos wyróżnia w niej trzy fazy. Pierwsza to otwarcie – soczyście porzeczkowe z domieszką anyżu, pachnie ciekawie, słodko (baza wanilii wyczuwalna, ale nie narzucająca się i selektywnie utrzymująca się w tle).
Po kilkunastu minutach następuje zmiana. Porzeczka ulatuje, a na scenę wychodzi anyż w towarzystwie… galangal. Aromat zdominowany jest przez te dwie ingrediencje, przy czym przypomina mi nieco rozmoczone kakao z domieszką delikatnego pieprzu. Ponieważ za nim (kakao) nie przepadam, ta faza trochę mnie drażniła… Skojarzenie pobiegło w stronę Obsession od CK, jest w tej części „podobnie” przy czym Opium jest słodszy i nieco bardziej urozmaicony.  Najładniejsza jest baza zapachu oparta na cedrze i balsamie Tolu, który brzmi ślicznie nadając żywiczny, gęsty klimat – „balmy„, co bardzo lubię w perfumach.
Ogółem aromat bardzo ciekawy, „indyjski” – nie bardzo kulinarny, mocniej w temacie pomieszczenia w domu okadzonego specyficzną wonią kadzidełek (choć  stricte kadzidła nie znajdziecie).

Opium nie są perfumami moich marzeń, nawet nie zaliczają się do takich, które bym lubił. Mimo to mają klasę, której brakuje większości dzisiejszych konstrukcji, a której nie sposób nie docenić. To bardzo dobra woda, jeśli gustujecie w tym rodzaju zapachów – będziecie zachwyceni.

Kompozycja: 5(-)
Moc: 5
Trwałość: 4
Flakon: 3(-)
SOB: 3(+)

Nuty:
Umysł: czarna porzeczka, anyż
Serce: galangal, pieprz,
Baza: balsam Tolu, cedr, wanilia

PS. Bardzo długo utrzymuje się również na ubraniach i pachnie na nich świetnie.

Film reklamowy (bo raczej tak trzeba go nazwać, a nie spot), to przykład kanciastego kiczu, niemniej jest na swój specyficzny sposób „uroczy” – urokiem tamtych lat… zobaczcie sami.