Miej się z pyszna! Czyli bądź Delicious!

be_deliciousW perfumach, których nazwa wyraźnie sugeruje do jakiej półki aspirują (garmound) próbuję się doszukać tego, co powinny w sobie zawierać zgodnie ze swoją nazwą, czyli składników czy akordów jednoznacznie budujących klimat smakowitości. Skoro jedynym co widzę, co z pewnym przymrużeniem oka można by uznać za jadalne jest zielone jabłko i kawa, siegam po zapach. Skoro jednak także w samym bukiecie nie ma nic, co mógłbym olfaktorycznie skonsumować dociera do mnie pewna mało przyjemna myśl, że ktoś tu komuś płata figle… za które płaci ta druga osoba. Motyla noga!

Do rzeczy – Donna Karan “Be Delicious”, to nawiązując do myśli z poprzedniego akapitu – perfumy jakoby z rodzaju garmound… nic z tych rzeczy, nie ma w nich nic przywołującego takie wrażenia. Sama kompozycja bardziej bowiem przypomina woń szamponu lub żelu do ciała, niż cokolwiek nietrującego. Ma bardzo chemiczny charakter, a główny akord tworzą anemiczne, zielone jabłko, wyjątkowo niesmaczne wspierane przez gryzącą zielono-krzaczastą nutę – prawdopodobnie to dziwaczne ujęcie paczuli, wspomaganej innymi “składnikami”. Żadnej kawy nie doświadczam, nawet w najgorszym, lurowatym wydaniu, po prostu – ślad wszelki wzaginął, jeśli była to chyba tylko w głowie twórcy na etapie projektu. I w zasadzie to wszystko w kwestii samego aromatu, bo niestety nic więcej tu nie znajdziemy – nieszczęsne “jabłuszko” i trochę chropowatego zielska… wróć! Gdzieś w tle jeszcze jakaś wilgotna „morska bryza” w klimatach Ace… słów szkoda. Sztucznie, syntetycznie, nudno – po prostu marnie.

Cudowne są warunki użytkowe wody, zasłużona ocena 1(+) w kategorii trwałość, mówi nam, iż owej trwałości brak. Cztery (słownie czetry) niespełna godziny na skórze, przy eteryczno-magicznej emisji (czyli nie czuję, ale mój głos wewnętrzny mowi mi że pachnę, bo dedukując – płynu we flaszce ubyło, na coś zamienić się musiał więc) – sprawiają, że aż chce się w Be Delicious kąpąć. Na zupełną kpinę zakrawa fakt, że za pachnidło zarówno producent jak i sprzedawcy życzą sobie sporych pieniędzy ale to chyba nie powinno dziwić, bo bezczelność niektórych w oferowaniu tandety z naklejką, naszywką czy czymkolwiek innym z napisem „marka” osiagnęła już dawno poziom irracjonalny. W zasadzie w wielu przypadkach płacąc dużo nie płacimy ani za jakość, ani produkt ale za sam fakt że mamy możliwość kupić towar danego producenta, niezależnie jak słaby by on nie był. Naprawdę czasem lepiej kupić na bazarze lub po prostu inne, lepsze perfumy których nie brakuje.

Jest wiele kiepskich perfum i słabych, nieciekawych zapachów. Nie mam wątpliwości, że wydane przez Donna Karan NY w 2004 “Be Delicious” należą do obu tych niechlubnych grup. Niestety, to kolejny gniot, na który musiałem stracić czas, na szczęście niezbyt wiele.
Unikać jak rudej porażki w wyborach parlamentarnych.

Kompozycja: 2(-)
Moc: 2(-)
Trwałość: 1(+)
Flakon: 4
SOB: 2(-)

Nuty: jaśmin, kawa, zielone jabłko, nuty morskie, grejpfrut, owoce jałowca, paczula, nuty drzewne.

PS. Jedyne co w tych perfumach można zaliczyć na plus, to ciekawy flakon.

Jest i spot, równie atrakcyjny i sensowny co perfumy, których i tak w sumie w żaden prawdziwy sposób nie opisuje.

Reklamy

2 comments

  1. Chyba z żadną recenzją się tak nie zgadzałem z tobą Belorze jak tutaj. Niestety (a może stety), jest tragedia. Syntetyczne badziewo.

    1. Szkoda, że wypuszcza sie takie gnioty, na to ie można poradzić, ale być może ktoś przeczyta recenzję i nie zrobi wielkiego błędu kupując to to.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s