
Od kilku lat, kiedy zbliża się lato powtarzam ten sam rytuał – szukam 2-3 świeżych zapachów, które czymś się wyróżniają i które będą mi towarzyszyć od czerwca do sierpnia w najbardziej upalnym okresie. Tak, 3 miesiące – 3 zapachy, jest gorąco – można się zlewać.
W tym roku jedną z kompozycji, na które padł wybór jest L’insoumis Ma Force, czyli flanker, ale dość luźno powiązany z L’insoumis od Lalique, którego recenzję także polecam.
Podobnie jak u poprzednika mamy tu do czynienia z interpretacją klasycznych, tym razem „barberskich” męskich zapachów, czyli aromatycznych cytrusów na lekko alkoholowej bazie, które przypominają woń wody po goleniu. Oczywiście pojawiają się ozdobniki – jabłuszko
w otwarciu i kilka innych elementów, ale to co stanowi trzon kompozycji, to właśnie owe nadające odświeżający charakter cytrusy i lawenda, dzięki której jest jednoznacznie męsko. I tu mała uwaga – przyzwyczajeni do metroseksualnych aromatów ostatnich 20 lat chłopcy, po spotkaniu z Ma Force poczują się, jakby ktoś im kabanosem przywalił w twarz i poprawił wodą święconą. Tak, ten aromat odrzuci chłopaczków i młodych panów i wyraźnie oddzieli ich od dojrzałych, świadomych siebie mężczyzn (raczej po 40. niż 30.) – stąd nie dziwicie się ich przerażonym komentarzom w sieci.
Sama kompozycja jest świetnie zblendowana, klasyczna i stylowa, równocześnie wcale nie nudna, bo płynnie ewoluuje na skórze i przechodzi przez wszystkie nuty, jak przystało na francuską szkołę perfumiarstwa – Lalique nie zszedł tu poniżej swojego poziomu. Ma Force pachnie świetnie, ale podkreślam że tylko na facecie, który go doceni i dźwignie i w tym kontekście jest to zapach retro, choć nowocześnie ujęty. Perfumy raczej do casualowego lub eleganckiego stroju niż do dresu, ale zdecydowanie do codziennego użytku.
Woda ma dobre parametry, początkowo wyraziście projektuje, a potem trzyma się na skórze prawie cały dzień, oferując komfort nosicielowi i taką specyficzną aurę wyrażającą spokój
i opanowanie. Cena oczywiście także jest bardzo atrakcyjna, ale do tego (z rzadkimi wyjątkami) ta marka nas już przyzwyczaiła. Również flakon jest interesujący „zmrożony”, klasyczny kwadrat – nawiązuje do protoplasty L’Insoumis i świetnie komponuje się
z zawartością.

Lalique Ma Force mogę tylko pochwalić, bo sprawiają mi sporo frajdy i mojej Pani także bardzo się podobają, więc jeśli tylko czujesz się na siłach, jesteś pewnym siebie facetem z klasą, to zdecydowanie polecam. Moja ukochana marka nie zawodzi 😊
Podobne: mówią, że Fierce Abercrombie & Fitch, ale w moim odczuciu raczej klasyczne wody z lat 70. i 80.
Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(-)
Trwałość: 5(-)
Flakon: 5(-)
SOB: 4(+)
Nuty
Umysł: cytryna, zielone jabłko, kardamon
Serce: lawenda, liście fiołka, rozmaryn
Baza: limbanol, kaszmir
PS. Za tę kompozycję również odpowiada Pan Fabrice Pellegrin i ponownie zrobił świetną robotę.













